Walentynki

Na całym świecie świszczą strzały Amora. Ale święto zakochanych narodziło się w Wielkiej Brytanii, potem trafiło do USA, a dopiero później przyjęło się w Azji i Europie
 

Niejasne początki
Mimo że nazwa święta miłości i zakochanych pochodzi od imienia świętego Walentego, tak naprawdę początki walentynek niewiele mają wspólnego z religią.

Prawdopodobnie ich historia sięga czasów średniowiecznych zalotów, jednak dopiero w drugiej połowie XVIII wieku Brytyjczycy zaczęli wysyłać sobie z tej okazji miłosne kartki. Kiedy Amerykanie przejęli ten zwyczaj, zamienili dzień świętego Walentego w skomercjalizowane święto czekoladek, kartek, kwiatów i – prawie byśmy zapomnieli – miłości.

Choć dziś walentynki są popularne w wielu miejscach na świecie, to jednak trzeba przyznać, że tam, gdzie są nowością, obchodzą je głównie młodsi.

Nie każdy to lubi
Wielu ludzi nie znosi 14 lutego – szczególnie single, rozwodnicy i zwykli malkontenci, którzy cierpią na swego rodzaju walentynkową chandrę. Są też tacy, których odrzuca nadmierna komercjalizacja święta miłości.

W niektórych krajach walentynki uważa się za zbyt zachodnie, chrześcijańskie lub niemoralne. W Arabii Saudyjskiej obowiązuje na przykład zakaz sprzedaży czerwonych róż i innych walentynkowych gadżetów, bo święto przyszło z Zachodu, a jego nazwa ma chrześcijańskie korzenie. W 2011 roku policja obyczajowa w Malezji aresztowała ponad 100 muzułmańskich par, które obchodziły walentynki. W Iranie natomiast zakazano drukowania miłosnych kartek i dekoracji.

Dlaczego Kupidyn?
W jaki sposób nagi pulchny chłopiec ze skrzydełkami, łukiem i strzałami został symbolem miłości? Kupidyn, inaczej Amor, to syn rzymskiej bogini Wenus, którego imię pochodzi od łacińskiego cupido oznaczającego pożądanie. Według legendy ten pucołowaty cherubinek strzela z łuku złotymi strzałami, a kiedy trafi kogoś w serce, ten od razu się zakochuje w pierwszej osobie, którą zobaczy.

Kochane zwierzaki
Szacuje się, że każdego roku Amerykanie wydają 367 mln dolarów na walentynkowe prezenty dla swoich zwierząt.

Wieczna miłość
Harry Ward (88 lat) nigdy nie zapomina o walentynkach. On i jego żona Doris zachowali kartkę, którą kupił jej ponad 70 lat temu. Wręczył ją Doris 14 lutego 1941 roku, tuż przed odjazdem pociągu, którym jechał do wojska.
– Co roku w walentynki stawiam tę kartkę na kominku
mówi Doris. – Dziś znaczy ona dla mnie tak samo wiele jak 70 lat temu.

Vote it up
1232
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!