Święta z Golec uOrkiestrą

Od 15 lat Łukasz i Paweł Golcowie rozgrzewają  serca Polaków swoją muzyką

Z rodzinnej Milówki wynieśli  miłość do muzyki, folkloru  oraz gór. I zarazili nią cały kraj. Z okazji premiery nowej płyty bracia Golcowie opowiadają nam o pierwszej kolędzie, której się nauczyli, o świątecznym podrywaniu dziewczyn oraz o wróżbach, które się spełniają.

Reader’s Digest: Jaka jest Milówka w grudniu?

Paweł Golec: Urokliwa, zwłaszcza kiedy pada śnieg i przykrywa białym puchem wszelkie niedoskonałości... W grudniu Milówka nabiera kolorów szczególnie kiedy w sylwestra i Nowy Rok gonią tzw. dziady – to taki lokalny karnawał, nasze Rio de Janeiro. Jest kolorowo i wesoło, bo po ulicach biegają  i zaczepiają przechodniów pięknie wystrojone, kilkunastoosobowe grupy obrzędowo-kolędnicze.

Łukasz Golec: Odpowiem słowami śpiewki góralskiej: Ej, Milówka, Milówka, piykno łokolica, kieby nie te góry, byłaby stolica… Ale tak całkiem serio – okres zimowy i kolędniczy plus niezwykła zimowa aura, góry pokryte białą śniegową pierzyną, stwarzają bajkowy klimat i atmosferę. Zresztą najlepszym  na to dowodem są rzesze turystów ściągające do Milówki na Boże  Narodzenie.

RD: Pamiętacie pierwsze kolędowanie, w którym braliście udział?

PG: Tak, mieliśmy wtedy po 3 lata. Nauczyliśmy się kolędy Lulajże,  Jezuniu…

ŁG: Co prawda mama i tata opowiadali nam, że trzeba było mieć dużo dobrej woli, żeby zrozumieć słowa naszej kolędy, ale i tak wykonanie wzbudziło aplauz domowników i gości, którzy przyjechali na wieczerzę.
 

RD: Na co wydawaliście zarobione na kolędowaniu pieniądze?

ŁG: Kiedy ma się kilka lat pieniądze nie odgrywają zbyt dużej roli, zresztą nasze dzieciństwo przypadło na czasy PRL, więc dużego wyboru nie było...

PG: Pamiętam, że rodzice na początku kupowali nam słodycze, przede wszystkim gumy z Kaczorem Donaldem – tego się nie zapomina.

ŁG: Potem, kiedy byliśmy już nieco starsi, często wydawaliśmy zarobione pieniądze na drobne upominki dla najbliższych. I tak nam zostało do dziś.

RD: Kiedy ostatnio kolędowaliście?

PG: Kolędujemy co roku, ale na przestrzeni lat, to nasze kolędowanie się zmieniało. Jeszcze całkiem niedawno, rozpoczynaliśmy kolędowanie zaraz po pasterce i wracaliśmy do domu po sylwestrze.

ŁG: Wracaliśmy zmęczeni, ale z poczuciem „spełnionej misji”. Zresztą to nie było takie proste, odwiedzić domy w promieniu 200 km od Zaolzia po Podhale i u każdego ze znajomych zaśpiewać, zakolędować i zawinszować...

PG: No cóż, jak kolęda to kolęda. Ale Łukasz zapomniał dodać, że byliśmy wtedy singlami i to był jeden ze sposobów na dziewczyny!

RD: Podobno jest takie powiedzenie w górach, że jaka Wigilia, taki cały rok. Sprawdza się?

ŁG: Hm… wiele mądrości jest w takich powiedzeniach ludowych, ale może nie wszystkie trzeba brać  serio? Chociaż w poprzednią Wigilię pierwszym kolędnikiem u mnie w domu był młody chłopak, a to podobno dobrze wróży.

PG: I wywróżyło... Ten rok był naprawdę pomyślny dla nas.

ŁG: Dostarczył nam wielu wspaniałych chwil i ogromnych niespodzianek. Nasza dobra passa trwa już 15 lat, ale niewątpliwie tegoroczny jubileuszowy festiwal w Opolu zaskoczył nas obfitością zdobytych nagród. Prócz tego w październiku ukazał się 2-płytowy album The best of Golec uOrkiestra z okazji 15-lecia zespołu. Już w dniu premiery sprzedano wszystkie egzemplarze płyty

i trzeba było szybko przygotować kolejne. W grudniu będziemy  z kolei grać specjalny koncert  kolęd w bazylice na Jasnej Górze.

RD: Ciekawe, ile osób pod choinką znajdzie Waszą nową płytę! Z myślą o kim ją przygotowaliście?

PG: Chcieliśmy zrobić prezent naszym fanom, ale także tym, którzy spragnieni są autentyczności i oryginalności w polskiej muzyce. Album zawiera 26 piosenek, w tym wszystkie kultowe hity w nowych, wyjątkowo świeżych wersjach. Umieściliśmy na niej nasze największe przeboje i te utwory, które są hitami naszych koncertów, przy których  publiczność świetnie się bawi.  Chodziło nam o to, aby na jednej  płycie nasi fani znaleźli wszystkie piosenki, które towarzyszyły im przez ostatnie lata. Dla nas  to także kawał naszego życia,  a jeśli weźmiemy pod uwagę,  że teksty naszych piosenek  dla wielu Polaków stały się mottem życiowym, to takie  wydawnictwo po prostu musiało się ukazać.

ŁG: Najlepszym tego przykładem jest Ściernisco. Cały czas dostajemy listy od osób, które piszą, że dzięki tej piosence stanęli na nogi w trudnych dla siebie sytuacjach.

PG: Na albumie The Best of Golec uOrkiestra są też utwory premierowe, w tym Młody maj, który zna już cała Polska, oraz Rozgwieżdżona noc, nasz kolejny singiel.

ŁG: I jest jeszcze jeden bonus – piosenka Kalashnikov. To nigdy dotąd nie wydana wersja bałkańskiego megahitu, który wykonaliśmy w 2010 r. podczas najbardziej osobliwego na świecie Festiwalu Trębaczy w Guči w Serbii. Inna niespodzianka to  Dobra piosenka – przeurocza kompozycja z gościnnym udziałem chóru dziecięcego działającego przy założonej przez nas Fundacji Braci Golec. Każda piosenka ma swoją  historię i klimat.

RD: Wasze utwory niosą ze sobą bardzo pozytywną energię. Na co dzień też jesteście optymistami?

PG: Tak się jakoś składa, że mamy  to szczęście patrzeć na świat przez różowe okulary.

ŁG: Co nie oznacza, że w swoim

repertuarze nie mamy piosenek  refleksyjnych jak np. Nie ma nic,  Leć muzyczko czy Drzewa.

PG: Jakoś nam nie po drodze z piosenkami opiewającymi cierpienie, depresję albo miłosne rozterki.  Cóż, ten optymizm jest nam chyba dany z góry. Podobno górale tak mają… Takie podejście pomaga żyć, tworzyć, co więcej: inspiruje i dodaje skrzydeł!

ŁG: I mamy nadzieję, że nasza nowa płyta będzie dla wielu słuchaczy takim zastrzykiem pozytywnej energii. Bo jeśli zima w tym roku znów będzie taka długa jak poprzednia, to The Best of Golec uOrkiestra pomoże ją przetrwać!                 

Vote it up
505
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!