Studenci na misjach

Wyjazdy na misje nauczyły je, że nie warto się przejmować drobiazgami
 

Przedmieścia Mindelo, portowego miasta na Wyspach Zielonego Przylądka (Cabo Verde) u zachodnich wybrzeży Afryki. Do nędznej chatki wchodzi grupa młodych ludzi z księdzem. W czarnej od brudu pościeli leży chory staruszek. Jego rany obsiadły roje much. Obok niego siedzi starsza kobieta. Przybysze pobyli z nimi chwilę, ksiądz odmówił modlitwę. Kiedy się żegnali, gospodarze mieli łzy w oczach – z radości, że ktoś ich odwiedził.

– To było najuboższe miejsce, jakie w życiu widziałam – przyznaje Joanna Molewska.
Gdy wyszła stamtąd, rozpłakała się.
Joanna była na Wyspach Zielonego Przylądka 3 lata temu razem z koleżankami i kolegami z Akademickiego Koła Misjologicznego w Poznaniu. W każde wakacje w jakimś kraju misyjnym pomagają mieszkańcom i poznają warunki pracy misjonarzy.

– Dzięki temu stałyśmy się bardziej otwarte na obce kultury. I cieszymy się, że możemy coś dać innym – mówi Joanna.
A Malwina Domżalska dodaje:
– Przekonałyśmy się, że bycie misjonarzem to nie nawracanie kogoś na swoją wiarę, ale towarzyszenie mu w jego codzienności.

Malwina była na III roku farmacji, kiedy koleżanka zaciągnęła ją na spotkanie u sióstr klawerianek. Zgromadzenie, które 117 lat temu założyła Maria Teresa Ledóchowska, wspiera misjonarzy zwłaszcza w Afryce. Na spotkania przyjeżdżali misjonarze z Brazylii, Czadu, Indii i Sierra Leone.

– Wciągnęło mnie to, co opowiadali o swojej pracy i miejscowych zwyczajach – przyznaje Malwina.
Któregoś dnia przyprowadziła Joannę, koleżankę z biologii, którą mama w dzieciństwie namawiała, by oddawała część kieszonkowego dla dzieci z Afryki. Odłożone pieniądze jej ciocia wysyłała misjonarzom.
– Było trochę żal, ale zawsze umiałam się przełamać – mówi Joanna.

Kilka miesięcy później w kole szukano chętnych do wyjazdu na Cabo Verde, które przez 500 lat były portugalską kolonią. Malwina i Joanna zgłosiły się. Zaczęły się uczyć portugalskiego. Zbierały też pieniądze na wyjazd – w różnych parafiach opowiadały o misjach, a po mszach kwestowały. Gdy mówiły o Indiach, zakładały sari, o Ameryce Południowej – poncho, a kiedy chciały zainteresować słuchaczy Afryką, przywdziewały kolorowe szaty przypominające stroje afrykańskich kobiet.

– Angażują się w misje bezinteresownie, poświęcając swój czas i zdolności – mówi o Malwinie, Joannie i innych wolontariuszach siostra Elżbieta Sołtysik ze zgromadzenia klawerianek.

Akademickie Koło Misjologiczne w Poznaniu działa od ponad 80 lat. Wolontariusze, studenci i absolwenci odwiedzają parafie – przybliżają sprawę misji i zbierają datki. Sprzedają własnoręcznie malowane butelki na wodę święconą czy palmy w Niedzielę Palmową. Pieniądze przeznaczają m.in. na Adopcję Serca. „Adoptowali” już Chelię, Dawida i Elisangilę z Cabo Verde. Co miesiąc wpłacają im po 60 złotych „stypendium”.

Vote it up
884
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!