Spawacz zakłada muzeum broni

Wierny dziecięcej fascynacji Stanisław Gabryś stworzył własne muzeum
 

Zabytkowa twierdza w Świdnicy. Łatwo tutaj trafić, bo góruje nad nią przepiękna barokowa katedra. Jej ponad100-metrową wieżę widać z kilkunastu kilometrów. Na zboczach XVIII-wiecznego wału stoją armaty i samoloty. Długie podziemne labirynty pełne są tajemnic. Mieści się w nich jedyne w Polsce prywatne Muzeum Broni i Militariów.

W środku tłum. Uczniowie jednego z dolnośląskich liceów przyjechali tu na nietypową lekcję historii. Z zainteresowaniem oglądają eksponaty.
– Niesamowite miejsce! Można tu dotknąć pruskiego munduru, zobaczyć wszystkie rodzaje broni używanej podczas I i II wojny światowej – komentują.
– Mnie najbardziej podoba się replika armaty z czasów napoleońskich – dodaje z boku 9-letni Karol.
Fotografuje się z kolegami ze starą i współczesną bronią strzelecką, w hełmach, kurtkach od mundurów.

Takich zbiorów nie ma nigdzie indziej. Na dodatek muzeum to dzieło jednego człowieka – Stanisława Gabrysia. Stworzona przez niego placówka jest dziś jedną z największych atrakcji turystycznych Pogórza Sudeckiego.
– To była pasja, która przerodziła się w biznes – mówi Stanisław Gabryś, postawny pan po pięćdziesiątce. – Jestem więc szczęściarzem, bo czy można sobie wymarzyć przyjemniejszy rodzaj pracy? Sam sobie jestem szefem, specjalistą od reklamy i transportu. Nawet sam sprzątam i konserwuję eksponaty.

Pomysł założenia muzeum wymusiło na nim życie.
– Chciałem pokazać innym to, co udało mi się zgromadzić przez blisko
30 lat, a miasto zaproponowało świetne miejsce, by wyeksponować moje zbiory. Zresztą nie miałem ich już gdzie przechowywać. Moje piwnice, szopy i komórki pękały w szwach – opowiada Stanisław Gabryś. – Urzędnicy zadeklarowali udostępnienie twierdzy, ale postawili warunek – muszę założyć działalność gospodarczą. Początkowo przeraziła mnie ta cała biurokracja, ale jestem człowiekiem upartym, więc skompletowałem dokumenty i wystąpiłem do Ministerstwa Kultury o nadanie statusu muzeum. Wszystko trwało wiele miesięcy, ale w końcu się udało.

Broń i artyleria fascynowała go od dziecka, podobnie jak historia Polski. Pierwsze wspomnienie? Rok 1954. Mieszkał z rodzicami w Witoszowie. Któregoś popołudnia znalazł pistolet.
– Należałem do jednej z dwóch band chłopaków w naszej wsi
– opowiada, uśmiechając się do tych wspomnień. – Byliśmy, niestety, słabsi i nieraz dostawaliśmy od tych drugich łomot. Pomyślałem więc, że z pistoletem w ręce poradzimy sobie z nimi. Zagoniliśmy ich do pobliskiego PGR, gdzie w wielkim strachu się poddali. Byłem z siebie dumny.
Jednak pech chciał, że jeden z tamtych chłopaków był synem wysoko postawionego pracownika Urzędu Bezpieczeństwa.
– Po godzinie na moim podwórku zjawili się uzbrojeni żołnierze. Chyba 30 ich przyjechało. Byłem przerażony. Mnie wprawdzie nic nie zrobili, ale mój tato musiał się gęsto tłumaczyć – mówi Stanisław Gabryś.

Vote it up
1127
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!