Serce na talerzu

Jakob Hausmann w swoje potrawy wkłada całą duszę
 

W przytulnej restauracji Mica Elvetie (Mała Szwajcaria) na ulicy Sandu Aldea w Bukareszcie gości częstuje się szampanem na koszt firmy.

– Dobry wieczór! Będę dziś dla państwa gotował. Jeśli nie wytrwacie przy stolikach, to kiepski ze mnie kucharz – wita ich łamanym rumuńskim potężny właścicieli znika w kuchni.

Nie ma tu żadnego menu. Trzeba zaufać kucharzowi. Wiele osób przychodzi tu, bo zna go z telewizji, ale znacznie więcej, bo zasmakowały w jego potrawach, jeszcze gdy był nikomu nieznanym przybyszem ze Szwajcarii prowadzącym lokal dla wieczornych gości.

Gdy 52-letni dziś Jakob Hausmann 16 lat temu przyjechał do Rumunii, nie planował, że zostanie na stałe. Gotowania uczył go ojciec, wielki smakosz.

– Co niedzielę szykował rodzinny obiad, a ja mu asystowałem – wspomina Hausmann.
Odwiedzali też razem regionalne restauracje.
– Podziwiałem szefów kuchni. Tak jak tatę.

W wieku 21 lat skończył szkołę gastronomiczną i pracował w wielu restauracjach. Kiedy urodziło mu się pierwsze dziecko, zamarzyła mu się własna restauracja, ale nie miał dość pieniędzy. Handlował żywnością i sprzętem kuchennym. W 1991 roku pewien Rumun mieszkający w Szwajcarii wysłał go do swojej ojczyzny, aby rozeznał się w możliwościach rozkręcenia tam biznesu. Hausmannowi spodobała się różnorodność krajobrazów – dziewicze góry, lasy, morze – i ludzie bardziej otwarci niż Szwajcarzy. Gdy w 1995 roku w Szwajcarii toczyła się jego sprawa rozwodowa, wrócił do Rumunii założyć własną firmę handlu żywnością.

Szło mu kiepsko. Przez przyjaciół poznał Crengutę Pop – młodą, energiczną blondynkę z tytułem inżyniera i prawnika. Zatrudnił ją jako menedżera. Crenguta zaczęła sprzedawać produkty w mniejszych opakowaniach. Klienci woleli naraz wydawać mniej. Biznes zaczął przynosić dochody.

Jakob ożenił się z Crengutą. Często gotował dla ich wspólnych przyjaciół. W 1998 roku udało mu się wreszcie spełnić największe marzenie. Sprzedał jedno z mieszkań, które kupił jeszcze w 1991 roku, i otworzył własny lokal Mica Elvetie. Biznesmeni, dyplomaci i mieszkający w Rumunii obcokrajowcy bardzo polubili jego słynne szwajcarskie dania – fondue, raclette i mięsa przyrządzane na rozgrzanych kamieniach.

Zaproszono go na casting do telewizyjnego konkursu. Szukano szefa kuchni, który nagradzałby widzów za posiadanie przypraw konkretnego producenta.
– Pytali mnie o coś po rumuńsku, a ja odpowiadałem po angielsku – wspomina z uśmiechem.
Mimo to został wybrany, bo, jak twierdzi: „jest się wiarygodnym przez to, co się robi, a nie to, co się mówi”. Po pierwszym programie były dwa następne. Ludzie poznawali go na ulicy, prosili o wspólne zdjęcia, ale jemu zaczynało brakować pichcenia we własnej restauracji, więc kiedy skończył się trzeci konkurs, w którym był jurorem, wrócił do swojego małego rodzinnego biznesu. Otworzył też trzy kolejne restauracje, w tym jedną w Bułgarii.

Czuje się spełniony.
– W Rumunii już zapuściłem korzenie. Tu zrealizowałem marzenie życia i znalazłem swoją drugą połowę.
Kiedy zdał sobie sprawę, że duch przedsiębiorczości zbyt długo był w Rumunii tłamszony, zaczął doradzać innym. Gdy tego wieczoru wyłania się z kuchni, wszyscy goście wciąż siedzą przy stolikach.

– W życiu nie jadłem nic równie smacznego!– woła jeden z nich.
– Moi goście oczekują czegoś więcej – twierdzi ten niesamowity szef kuchni. – Dlatego wkładam w potrawy całą duszę. To moja specjalność.

 

JAKOB HAUSMANN
Urodzony: 18 czerwca 1959 r. w kantonie Turgowia, Szwajcaria.
Sukcesy: Udział w popularnych rumuńskich programach telewizyjnych. Prowadzenie własnych restauracji .
Jego sekret: … tkwi tutaj (mówi, wskazując na serce).

Vote it up
547
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!