Ryszard Horowitz: Inspirował mnie nauczyciel

Fotograf Ryszard Horowitz o swoim nauczycielu plastyki Adamie Hoffmanie

 

Miałem ogromne szczęście, że w liceum sztuk plastycznych w Krakowie spotkałem Adama Hoffmana, artystę malarza, wybitnego pedagoga i wspaniałego człowieka, z którym przyjaźniłem się do końca jego życia (zmarł w 2001 roku).
To on zaszczepił mi, młodemu chłopcu, miłość do sztuki, pokazał, jak powinienem postępować jako początkujący artysta.

Profesor pokazywał nam sztukę klasyczną, uczył, jak kopiować mistrzów, uczyć się od nich kreski, kompozycji, zwracał naszą uwagę na to, co dzieje się ze światłem na trójwymiarowym przedmiocie. Nie było to łatwe, bo uczyliśmy się z reprodukcji, ponieważ w Polsce w latach 50., gdy chodziłem do tego liceum, nie było muzeów.

Podkreślał, że wszelkie mody są krótkotrwałe, a pozycja mistrzów w świecie się nie zmienia. To baza, do której zawsze można wrócić. Sam nie rozstawał się ze szkicownikiem i od nas też żądał utrzymywania szkicownika, w którym trzeba było wykonywać pewną liczbę rysunków dziennie. To uczyło dyscypliny.

Adam Hoffman był bardzo wymagający, ale chwalił nas, gdy na to zasłużyliśmy. Jestem mu wdzięczny za to, że wpoił mi tyle zasad, potrzebę korzystania i uczenia się z wielkiej sztuki.

Do tej pory pracując jako fotograf, korzystam z tej bazy – moje prace są jakby staroświeckie, ponieważ kieruję się klasyczną kompozycją i klasycznym kolorem, bo jest to kolor malarski. Gdybym sam musiał się tego wszystkiego uczyć, wiele lat zajęłoby mi dochodzenie do artystycznej dojrzałości.

Vote it up
210
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!