Oni nie dadzą mi spokoju

Internet i komórki bywają używane do okrutnego dręczenia. Czasem dochodzi do tragedii. Nie wolno tego tolerować
 

Prześladowanie w cyberprzestrzeni jest łatwe, ale walczyć z nim dużo trudniej, jak odkryła 12-letnia Julia z Haarlemu. Wydawało się jej, że nie ma się do kogo zwrócić. W końcu, po dwóch miesiącach, załamała się i zadzwoniła do mamy Janine Bosmy do pracy.
– Mogę do ciebie przyjechać?

Janine i jej mąż wiedzieli, że Julia ma kłopoty w szkole, ale nie domyślali się, jak poważne. Sądzili, że ich bystra, towarzyska, obdarzona silną wolą córka, sama sobie poradzi. Jednak tamten telefon do pracy uświadomił Janine, że Julia potrzebuje pomocy.
– Nie dadzą mi spokoju – płakała dziewczynka.
– Musisz być silna i powiedzieć wychowawczyni, ona musi wiedzieć, co się dzieje – powiedziała Janine.
– Ale wszyscy mnie za to znienawidzą! – rozpaczała Julia.

Dzieci niechętnie się skarżą. Dlatego nauczycielom nie jest łatwo śledzić, a tym bardziej kontrolować to, co się dzieje w cyberprzestrzeni.
– Większość nauczycieli czuje się odpowiedzialna za dzieci – twierdzi Heidi Vandebosch, adiunkt na wydziale komunikacji społecznej uniwersytetu w Antwerpii. – Ale szkoły niewiele wiedzą o tym, jak się przygotować do zaznajamiania uczniów z tym zjawiskiem.

Nauczycielom podoba się pomysł kampanii przeciw prześladowaniu w sieci, ale niepokoją się, że nie poradzą sobie z nowymi technologiami.

Nauczyciel matematyki Thierry Cadart z Francji wskazuje, że tragedia, do której doszło w lipcu tego roku pod Montpellier powinna uświadomić rodzicom i nauczycielom, dlaczego trzeba jak najwięcej wiedzieć o życiu uczniów w cyberprzestrzeni. Co się stało? 13-latka kłóciła się z koleżanką w sieci i w szkole o chłopaka. 14-letni brat jej rywalki, mistrz boksu w swojej kategorii wiekowej, poczekał, aż ta druga wyjdzie ze szkoły, po czym zadał jej kilkanaście ciosów, w tym zabójczy sierpowy w szczękę. Został oskarżony i przechodzi badania psychiatryczne.

Nie tylko tam prześladowanie w sieci kończy się przemocą fizyczną w realu. Niedawno w Petersburgu grupa chłopców, z których najstarszy nie miał 14 lat, zaatakowała 12-latka, bo nie przyniósł im obiecanego piwa i zgubił 10 z 60 rubli (1,50 euro), które dali mu na zakupy. Zgwałcili go trzonkiem łopaty, sfilmowali to komórką i pokazali znajomym. Fontanka.ru, popularny portal, udostępnił film na swojej stronie. Dostali formalne ostrzeżenie od władz. Portalowi grozi zamknięcie.

Znana jest historia 14-letniej Ani z Gdańska, nad którą przez kilka tygodni pastwili się koledzy. 20 września 2006 roku rozebrali ją i molestowali na oczach całej klasy, filmując wszystko komórką. Nazajutrz Ania popełniła samobójstwo.

W Niemczech 17-latek z Berlina próbował w marcu położyć kres prześladowaniom, których obiektem od wielu tygodni była jego dziewczyna. Spotkanie z dręczycielami nie przyniosło rezultatu. Grupa nastolatków, w tym prześladowcy dziewczyny, zaatakowała chłopaka na stacji metra. Bili i kopali nadal, nawet kiedy leżał nieprzytomny na ziemi. Trafił na dwa dni do szpitala. Miał krwotok wewnętrzny.

Sześć osób oskarżono o napaść z uszkodzeniem ciała, a policja nadal poszukuje pozostałych nastolatków, którzy brali udział w ataku.

– Świat się zmienił – twierdzi Cadart. – Są smartfony, a uczniowie są coraz bardziej biegli w ich używaniu. Musimy się podciągnąć.

Nauczyciele też są celem ataków.
W badaniach przeprowadzonych w 2010 roku, 47 proc. holenderskich nauczycieli szkół podstawowych i średnich przyznało, że „od czasu do czasu” są nękani w cyberprzestrzeni, często są filmowani. W Polsce głośny był 47-minutowy zapis dręczenia anglisty w toruńskim technikum – uczniowie m.in. udawali, że onanizują się tuż przed jego twarzą, zakładali mu na głowę kosz na śmieci. Młodzi posuwają się nawet do filmowania nauczycieli w szkolnych toaletach. Filmy trafiają do sieci.

Podejmowane w całej Europie próby walki z przemocą w sieci skupiają się głównie na zapobieganiu i doradzaniu oraz na uczulaniu dzieci, rodziców, policji i nauczycieli, jak wielką krzywdę może wyrządzić nawet jeden wpis.

W Dordrechcie w Holandii w szkole podstawowej Prins Bernard w 2007 roku zapoczątkowano intensywne kursy pogłębiające wiedzę uczniów o przemocy w sieci. Opracowany przez fundację De Kinderconsument skierowany jest do dzieci w wieku 10–12 lat.

Vote it up
1834
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!