Ofiary w sieci

Coraz więcej pedofilów nawiązuje kontakty w internecie i uwodzi dzieci. To może dotknąć każdą rodzinę. Jak temu zapobiec?

Niestety, historia Katriny nie jest wyjątkiem. Z całej Europy docierają relacje o dzieciach, których czujność uśpiono, kiedy wędrowały po internecie. Ofiary zostały zwabione w portalach społecznościowych, przez komunikatory albo gry. Czasem do uwiedzenia wystarczył płynący z cyberprzestrzeni komplement. Nigdy by nie przypuszczały, że kiedy zgodzą się spotkać z nowo poznanym przyjacielem w rzeczywistym świecie, spotka je coś złego.

Tak jak pewnego 12-latka na Węgrzech, który był przekonany, że w chat roomie poznał miłą dziewczynę, a kiedy umówił się z nią w parku, został zgwałcony przez mężczyznę podającego się za jej wuja. Albo 14-letnią Finkę, ofiarę seksualnej napaści 63-latka, który w sieci podawał, że ma 18 lat. Jest też przykład z Rosji – „Wujek Aleksiej” Aleksiejew wyszukiwał w sieci nieletnich, zapraszał ich do domu i tam molestował – czasem wielokrotnie. Kiedy go aresztowano, policja znalazła w jego komputerze adresy e-mailowe 280 dzieci.

Ten rodzaj przestępstwa przeniósł się z parków i szkół na znacznie większy teren – do internetu, gdzie zwykle przebywa około 14,6 milionów użytkowników poniżej 17. roku życia. Gdy palce dzieci śmigają po klawiaturach komputerów i smartfonów, rodzice, policja i rządy poszczególnych krajów starają się nie pozostawać w tyle. Rzecz w tym, że nie ma danych statystycznych, na podstawie których można by określić najlepszy sposób zlikwidowania problemu. Jak zauważa Julia Davidson, profesor kryminologii w londyńskim Kingston University, która wspólnie z innymi ekspertami z ramienia Komisji Europejskiej kieruje pierwszymi badaniami w zakresie „internetowego uwodzenia”, przyczyna po części leży w tym, że do tej pory skazano bardzo niewielu sprawców.

– Na przykład w Wielkiej Brytanii obecnie osadzono w areszcie tylko około 70 mężczyzn, z tej grupy 50 zgodziło się udzielić odpowiedzi na potrzeby naszych badań. Wiemy od tajnych funkcjonariuszy policji, którzy w chat roomach udają dzieci, że w ciągu tygodnia dostają setki zapytań od dorosłych mężczyzn, ale tak naprawdę nie znamy skali tego problemu.

Dla Yvonne van Hertum liczby nie są najważniejsze. Nie ma tygodnia, by ta aktywistka z Rotterdamu zajmująca się prawami dziecka nie otrzymywała telefonów od rodziców – takich jak rodzice Katriny – potrzebujących porady po nagłym odkryciu, że ich dziecko zostało namierzone przez internetowych złoczyńców.

– Dla pedofilów grasujących w internecie trwa w Europie nieustające święto – podkreśla.

Ale jak patrolować świat, w którym, jak wykazały badania przeprowadzone w ubiegłym roku przez UE, 49 procent respondentów w wieku 9–16 lat korzysta z internetu w zaciszu własnego pokoju, gdzie rodzicielska kontrola jest utrudniona? W świecie, gdzie 59 procent przepytanych dzieci ma własny profil w portalach społecznościowych, z czego ponad 1/4 danych jest ogólnie dostępna? A blisko 1/3 przyznaje, że kontaktowała się z kimś, kogo nigdy nie widziała na oczy, 9 procent zaś poszło na spotkanie z taką osobą w realnym świecie.

Należy przy tym dodać, że policja poczyniła postęp w zakresie zwalczania niektórych form przestępczości internetowej wobec dzieci, takich jak produkcja i rozpowszechnianie zdjęć pornograficznych. Dzięki bazie danych Interpolu, do której mają bezpośredni dostęp uprawnieni śledczy z 25 krajów świata, uratowano ponad 2100 dzieci na świecie. W marcu 2011 roku Europol wspólnie z brytyjskim Centrum Ochrony w Internecie i Zapobieganiu Wykorzystywaniu Dzieci (Child Exploitation and Online Protection Centre – CEOP) zlikwidował największą z dotychczas wykrytych siatkę internetowych pedofilów złożoną z tysięcy członków, którzy za pomocą tajnych systemów internetowych przekazywali sobie zdjęcia skrzywdzonych dzieci.

Jednak z internetowym uwodzeniem każdy kraj w Europie musi zmagać się na własną rękę. Zaledwie w kilku państwach, tak jak na przykład w Wielkiej Brytanii, Norwegii i Szwecji, wprowadzono prawo wymierzone w sprawców tego typu przestępstw. W większości krajów działają wyspecjalizowani funkcjonariusze wyznaczeni do monitorowania sieci i chat roomów – trudno jednak wychwycić przestępstwo w fazie powstawania. Śledczy muszą orzec, czy niewinna na pierwszy rzut oka uwaga niesie ze sobą groźbę.

Dlatego większość krajów ostatecznie ściga „internetowych uwodzicieli” dopiero wtedy, gdy dojdzie do molestowania. Stąd też oskarżenia obejmują całą gamę przestępstw, od uważanej za wykroczenie „demoralizacji nieletnich” po „kontakt seksualny z osobą nieletnią”. Kary też są różne – od grzywny do 10 miesięcy więzienia w przypadku wspomnianego 63-letniego Fina, czy 5 lat więzienia dla wielokrotnego sprawcy „Wuja Aleksieja”, który trafił do więzienia w 2008 roku, a ze względu na dobre sprawowanie wkrótce może je opuścić.

Vote it up
2957
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!