Ofiary w sieci

Coraz więcej pedofilów nawiązuje kontakty w internecie i uwodzi dzieci. To może dotknąć każdą rodzinę. Jak temu zapobiec?

Nazbyt często biurokracja i niedobór personelu hamują śledztwo. Tak było w przypadku Corentina Laborie, 13-latka z południowo-zachodniej Francji. W 2008 roku sprawca udający nastolatkę nakłonił go do obnażenia się i masturbacji przed kamerą internetową. Po odkryciu co się stało, Gaëlle, matka chłopca, udała się prosto do miejscowej policji. Śledczy sprawdzili jednak, że sprawca mieszka w innym dystrykcie i przekazali akta sprawy żandarmerii, czyli francuskiej policji państwowej, a tam wsiąkła na trzy lata. Sprawa nie zakończyła się aresztowaniem sprawcy. Gaëlle wpadła w furię, słysząc wyjaśnienie prokuratora, że ma zbyt wiele spraw, by zajmować się przypadkiem jej syna.

Fiaskiem skończyła się podjęta przez Parlament Europejski w 2009 roku próba stworzenia prawa obowiązującego na całym kontynencie – po części dlatego, że proponowana ustawa zawierała sformułowanie „wiek przyzwolenia” – drażliwy punkt dla krajów członkowskich z uwagi na rozbieżność w rozumieniu dopuszczalnych granic, od 13 lat w Hiszpanii po 17 w Irlandii.

Obecnie parlament podejmuje kolejną próbę. Proponowana dyrektywa, oparta na traktacie ratyfikowanym w ubiegłym roku przez Radę Europy, obejmuje wszystkie rodzaje przestępczości seksualnej wobec dzieci, od seksturystyki po namawianie do czynów lubieżnych, co obejmuje też działania poza siecią. Dyrektywa definiuje „wiek przyzwolenia” jako pułap wiekowy, poniżej którego w myśl prawa danego kraju zabrania się czynności seksualnych z udziałem dziecka, a dla łamiących ten zakaz dorosłych ustanawia się karę do 5 lat pozbawienia wolności. Dorosłym próbującym za pośrednictwem technologii informatycznych i środków łączności nawiązać kontakt z osobą nieletnią z zamiarem jej wykorzystania, groziłaby z kolei kara do roku więzienia. Ponadto kraje członkowskie byłyby zobowiązane do blokowania stron z dziecięcą pornografią.

Roberta Angelilli, działaczka na rzecz praw dziecka i europarlamentarzystka z Włoch, przyznaje, że jeszcze wiele kwestii wymaga dopracowania, zwłaszcza w zakresie blokowania dostępu do stron internetowych. Uważa jednak, że żadne różnice zdań nie mogą być wymówką, ponieważ molestowanie naznacza dziecko na całe życie, a wiele tego rodzaju przestępstw ma zasięg wykraczający poza granice jednego kraju.

– Walka z internetowym uwodzeniem to jeden z głównych celów dyrektywy – podkreśla.

Theo Noten mógłby na ten temat niejedno powiedzieć. Jako członek europejskiego zarządu ECPAT, międzynarodowej organizacji typu non profit działającej na rzecz ochrony dzieci, widział wiele ufnych, pogodnych dzieciaków, które tak jak Katrina chciały poznawać w internecie przyjaciół, a przypadkiem wpadły w pułapkę. Zna też dzieci, które zostały skrzywdzone w domu, a zbyt się wstydzą, by komuś o tym powiedzieć.

– Nie ma jednego prostego rozwiązania, prawa, które by pomogło to wykorzenić – mówi Noten. – Musimy spojrzeć na problem pod różnymi kątami i szukać sposobów zapobiegania.

Krok pierwszy to wiedzieć, jak pracuje umysł sprawców. To doskonali manipulatorzy. Potrafią zadbać o każdy szczegół, są zdolni wcielić się w typ osoby, jakiej dana ofiara potrzebuje – najlepszego przyjaciela i powiernika, współczującego rozmówcę, a nawet, jak to miało miejsce w Anglii, w życzliwego rodzica. W tym ostatnim przypadku 36-letni, żonaty i dzieciaty mężczyzna uwiódł 13-latkę, kiedy się zorientował, że brakuje jej kogoś zdolnego zastąpić ojca. Najpierw były zaloty przez internet, następnie 6 spotkań w ciągu pół roku. Mężczyzna obsypywał dziewczynkę prezentami i uprawiał z nią seks w motelu. Wmówił jej, że to miłość.

– Dziewczynka miała trudne dzieciństwo – opowiada brytyjska kryminolog Julia Davidson. – Mężczyzna doskonale wiedział, co robi. Żeby zyskać seksualne zaspokojenie, sprawcy starają się wyczuć, co działa na ich ofiarę.

Mężczyzna odsiaduje obecnie karę więzienia. Davidson cytuje dotychczasowe wyniki badań: sprawcy mają zwykle wysoki iloraz inteligencji, 110 lub wyższy, raczej niewielkie wykształcenie i spore rozeznanie w zakresie informatyki. Dla zaspokojenia swoich potrzeb wielu „pracuje” jednocześnie nad 200, 300 nazwiskami na różnych portalach społecznościowych. Odrzuceni przez większość namierzonych celów, znajdują ofiary głównie wśród młodziutkich nastolatek, często pochodzących z rodzin dysfunkcyjnych.

– Pytanie: Jak nakierować kampanię uświadamiania na tę małą grupę zagrożonych dzieci? – mówi Davidson.

Do pewnego stopnia radą jest lepsza informacja, starannie dobrane programy szkolne i kampanie finansowane z funduszy publicznych. Ale na tym kończą się ich możliwości. Co oznacza, że same strony internetowe, gdzie takie podatne na pokusy dzieci są narażone na niebezpieczeństwo, muszą dokładać więcej starań, wykazywać inicjatywę i odpowiedzialność. Obecnie zaś starają się jedynie reagować na skargi. Zdaniem niektórych ekspertów, tylko od niechcenia monitorują ruch w chat roomach.

– Cierpią na syndrom chowania głowy w piasek – oskarża Rebecca Newton, ekspert do spraw bezpieczeństwa dzieci w internecie, która w przeszłości zajmowała się bezpieczeństwem w portalu habbo. – W internecie widziałam różnego rodzaju przejawy socjopatycznych zachowań ze strony dzieci i dorosłych, ale właściciele stron nie chcą wierzyć, że coś takiego ma miejsce właśnie u nich.

Podkreśla, że zatrudnia się za mało wyszkolonych ludzi, by zapewnić bezpieczeństwo na stronach odwiedzanych przez miliony użytkowników.

– To jakby polegać jedynie na straży sąsiedzkiej do pilnowania terytorium jednego kraju czy dwóch.Ludzka spostrzegawczość ma też ograniczenia. Można wyszukiwać powtarzające się elementy i słowa, ale przestępcy są sprytni. Wiedzą, jak ominąć czerwone chorągiewki. A to oznacza, że firmy muszą używać programów skuteczniej przeczesujących wpisy na czatach. Przecież chodzi tylko o to, żeby internet stał się miejscem trochę bardziej bezpiecznym, prawda?

Vote it up
2875
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!