Niezapominajka

Andrzej Zalewski, redaktor EkoRadia przypomniał mi zdarzenie sprzed pół wieku
 

Była ciepła wrześniowa niedziela 1944 roku. Wracaliśmy całą rodziną po południowej mszy do domu w Kotarszynie, małej wsi w Świętokrzyskiem. Miałem 4 lata. Środkiem jezdni jechały furmanki, łoskocząc żelaznymi obręczami kół o bruk. Maszerowaliśmy prawą stroną. Przed nami szedł mój starszy brat Andrzej, jak zwykle wyprzedzając rodzinę o kilka metrów.

Nagle z przeciwnej strony nadjechał niemiecki wojskowy samochód. Turkot kół wozów konnych zagłuszył warkot silnika i dlatego nie wszyscy usunęli się z drogi. Auto wiozące Niemców głośno zatrąbiło. Nienawykłe do tego dźwięku konie najbliżej jadącego wozu spłoszyły się i uskoczyły w bok, akurat na mojego brata. Co prawda koń nie wpadł na niego, ale nagły ruch przestraszył Andrzeja, który odskakując w prawo, przewrócił się na brukowe kamienie.

Pierwszy dobiegł do niego ojciec, podniósł go, prawa noga była stłuczona i zakrwawiona, Andrzej głośno płakał. Wóz, którego konie się spłoszyły, stanął. Wysiadł z niego młodzieniec w wieku 15–17 lat i podbiegł do Andrzeja. Zaproponował rodzicom, że wezmą rannego i zawiozą do pana Rychlewskiego. On go opatrzy, a my dojdziemy i odbierzemy Andrzeja.

Rodzice nie znali tego młodego człowieka, ale znali dobrze państwa Rychlewskich, którzy mieszkali w pobliskim Boleszynie. Byli potomkami szlachty, kiedyś ich przodkowie byli właścicielami dużego majątku, ale w tym czasie ich dobra niewiele przekraczały stan posiadania innych.

Gdy przyszliśmy do państwa Rychlewskich, brat miał zabandażowaną nogę, już nie płakał. Zaproszono nas do domu, poczęstowano kompotem i domowym ciastem, a po odpoczynku gospodarze zaproponowali, że odwiozą nas do domu. Odległość nie była wielka, jakiś kilometr, ale ze względu na chorą nogę brata ojciec się zgodził.

Zaprzęgiem powoził ów młodzieniec, który tuż po wypadku zaproponował nam pomoc.Po drodze niewiele rozmawialiśmy. Zapytał jedynie o nasze imiona, a gdy się dowiedział, że brat ma na imię Andrzej, powiedział, że on ma tak samo na imię, że jest rodziną pana Rychlewskiego i że przyjechał z Warszawy.
Noga brata szybko się goiła i po kilku tygodniach zapomnieliśmy o incydencie.

Minęły lata. Weszliśmy w wiek XXI. Słuchałem często Andrzeja Zalewskiego w audycji EkoRadio. Ten znakomity, niedawno zmarły redaktor, był między innymi pomysłodawcą święta przyrody i ekologii „Dzień Polskiej Niezapominajki”. Wiosną 2002 roku zainaugurował to święto, namawiał do uprawy niezapominajek i poinformował, że powstała Kapituła Polskiej Niezapominajki pod przewodnictwem biskupa Józefa Zawitkowskiego. Zachęcał słuchaczy do pisania wierszy o tym pięknym kwiatku i nadsyłania ich do EkoRadia.

Vote it up
795
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!