Nie umieraj z powodu wstydu

O jelicie grubym wolimy nie rozmawiać, ale ignorowanie typowych objawów jego raka może mieć fatalne skutki
 

Jan Kaliński wciąż szukał wymówek, by nie pójść do lekarza. Odczuwał coraz większy dyskomfort i wrażenie pełności. Coraz częściej też miał krwawienia z odbytu. 
– Myślałem, że to hemoroidy – mówi. – Poza tym wstydziłem się iść do lekarza z tymi dolegliwościami. Prawie po roku, kiedy krwawienia były coraz silniejsze, żona zapisała go na prywatną wizytę do gastrologa.

Jan Kaliński, 59-letni rencista z Białegostoku, miał klasyczne objawy raka jelita grubego. Kolonoskopia wykonana w narkozie w szpitalu, na którą skierował go gastrolog, potwierdziła jednoznacznie – to nowotwór.

Kaliński szybko trafił do szpitala. Przed operacją poddano go krótkim, silnym naświetlaniom. Miały zmniejszyć guz, który był na końcu jelita grubego. Wycięto go razem z 18-centymetrowym odcinkiem jelita, a pacjentowi założono kolostomię. Dlaczego tak długo zwlekał z pójściem do lekarza?

– Do głowy mi nie przyszło, że to może być rak – wyjaśnia.

Jan Kaliński miał dużo szczęścia. Opuścił szpital 10 dni po operacji, która była już trzy lata temu. Czuje się nieźle, prowadzi zwykły tryb życia.

Co roku w Polsce na raka jelita grubego umiera ponad 10 800 osób, statystycznie 30 dziennie. Ta choroba to u nas zabójca numer dwa spośród wszystkich nowotworów u mężczyzn (po raku płuc) i numer trzy u kobiet (po raku płuc i piersi). Na szczęście wykryta odpowiednio wcześnie, kiedy nie ma jeszcze przerzutów, jest uleczalna. Jest to możliwe dzięki doskonałemu, nowoczesnemu sprzętowi diagnostycznemu i najnowszym osiągnięciom w dziedzinie chirurgii i farmakologii.

Rak jelita grubego to nowotwór złośliwy, który powstaje, gdy komórki jelita zmieniają się w nieprawidłowe i najpierw często tworzą na błonie śluzowej okrężnicy lub odbytnicy niewielkie gruczolaki zwane polipami. Początkowo są one niezłośliwe i zabieg ich usunięcia jest bezpieczny i stosunkowo prosty. Przemiana gruczolaka w raka zachodzi przez serie mutacji (proces ten trwa zwykle około 10 lat).

Tragedia polega na tym, że wiele osób zwleka z wizytą u lekarza. A opóźnienie daje czas, by rozwinął się niebezpieczny guz, który może spowodować krwotok, niedrożność jelita lub jego perforację. Jeśli dojdzie do pęknięcia ściany jelita lub przerzutów nowotworu do wątroby, szanse na skuteczne wyleczenie znacznie maleją.

W Polsce u ponad 50% chorych na ten nowotwór wykrywa się go w stadium tak zaawansowanym, że możliwości skutecznego leczenia są ograniczone.

Niewiele chorób traktuje się tak wstydliwie. Rak piersi czy inne nowotwory, dzięki nagłośnieniu w mediach, zaistniały w świadomości społecznej, natomiast rak jelita grubego uważany jest nadal za temat „niestosowny”. Tę sytuację zmienić mogą kampanie i warsztaty edukacyjne prowadzone m.in. przez Stowarzyszenie Europacolon Polska (europacolon.pl), które mają zwiększyć świadomość społeczną na temat profilaktyki oraz objawów tej choroby.

Nawet jeśli pacjent trafi do lekarza, jego objawy są często mylone z innymi schorzeniami jelit jak hemoroidy, zapalenie jelita grubego czy choroba Leśniewskiego-Crohna. Niektórzy lekarze nie przyjmują też do wiadomości, że ten nowotwór może zaatakować i stosunkowo młode osoby.

Przez 4 miesiące 29-letnia Monika Lipska* z Warszawy, matka dwójki dzieci, chodziła od lekarza do lekarza. Zaniepokoiła ją krew w kale pojawiająca się od kilku miesięcy. Kolejni lekarze, łącznie z gastroenterologiem, podejrzewali hemoroidy lub wrzodziejące zapalenie jelita grubego i na te choroby ją leczyli. Nikt nie skierował jej na żadne badania, a ona czuła, że coś jest nie w porządku, choć nic jej nie bolało.

Coraz bardziej zaniepokojona zaczęła szukać w internecie informacji na temat swoich dolegliwości. Zapisała się prywatnie na kolonoskopię, bo chciała rozwiać wątpliwość, czy to rak czy może polipy. Diagnoza była szokiem – nowotwór. Pod koniec maja 2004 r. pani Monika była operowana. Miała raka w 3. stadium z przerzutami do węzłów chłonnych. Guz był duży, naciekał na jelito, znacznie zawężając jego światło. Można go było wyczuć nawet w badaniu per rectum, ale żaden lekarz jej go nie zrobił.

Po 5-godzinnej operacji Monika Lipska bardzo szybko wracała do zdrowia. W czerwcu dostała pierwszą chemię. Przez pół roku raz w tygodniu szła na 24 godz. do szpitala na dożylne wlewy. Leczenie dało bardzo dobre wyniki.

Wielu chorych zwleka z wizytą u lekarza, bo się wstydzi lub boi, że operacja nieuchronnie oznacza kolostomię (sztuczny odbyt), czyli usunięcie końcowego odcinka jelita grubego, tak że konieczne jest zrobienie w ścianie brzucha otworu, przez który stolec jest wydalany do przyklejanego na brzuchu woreczka.

Technika chirurgiczna zrobiła jednak takie postępy, że dziś możliwe jest połączenie obu końców jelita po usunięciu chorego fragmentu bez konieczności tworzenia sztucznego odbytu.

Niestety, w Polsce z powodu zbyt późnego rozpoznania zdecydowana większość chorych musi mieć wykonaną stomię czasową lub stałą.

Coraz więcej zabiegów usuwania zmian nowotworowych jelita grubegowykonuje się metodą laparoskopową.Ale nawet kolostomia nie jest dziś tak kłopotliwa, jak się obawia większość chorych.

Andrzej Superson z Bielska-Białej miał 45 lat, kiedy w 2000 r. kolonoskopia potwierdziła u niego raka jelita grubego. Po pierwszej operacji, podczas której okazało się, że są przerzuty w wątrobie i w miedniczkach nerkowych, założono mu stomię. Wkrótce wrócił do szpitala na codzienne naświetlania i chemię raz w tygodniu. Guz wielkości pięści na miedniczkach zmalał do 3 cm i można go było usunąć operacyjnie. Pan Andrzej długo znosił straszliwe bóle, dokuczała mu rana popromienna.

– Ale mam zasadę: nigdy nie wolno się poddawać – wyznaje na swojej stronie wygralemzrakiem.pl. – Ważne jest nastawienie psychiczne, wiara, że się uda.

Początkowo trudno mu było patrzeć na stomię, bo rana nie była jeszcze zagojona. Pielęgniarka pokazała mu, jak wymienić worki stomijne. Szybko się tego nauczył i robi to co 2–3 dni. Ich kwartalny przydział jest wystarczający.

Andrzej Superson od lat ma kontakt z ludźmi, bo pracuje w firmie ubezpieczeniowej. Do tej pory nikt nie zorientował się, że ma stomię.

– Żyję pełnią życia – mówi. – Chodzę po górach, jeżdżę na nartach, pływam. Na basen wkładam wyższe spodenki, które przysłaniają worek. Działam też w hospicjum. Kiedy ludzie pytają mnie, jak żyć ze stomią, odpowiadam: normalnie.

Czasem nowotwór jest zbyt duży, by można go wyleczyć chirurgicznie, Wtedy stosuje się radioterapię lub chemioterapię, by zmniejszyć guz lub zniszczyć komórki nowotworowe, które rozprzestrzeniły się do innych organów, najczęściej do wątroby. 

Pojawiły się nowe, stosowane obok standardowych, terapie farmakologiczne leczące przerzuty raka jelita grubego. Najnowszą grupą leków są przeciwciała monoklonalne (mAb) stosowane w tzw. terapii celowanej. Należą do niej takie leki jak bewacizumab, cetuksymab i panitumumab, które niszczą komórki rakowe lub hamują ich rozwój, uniemożliwiając ich namnażanie się lub pozbawiając je dopływu krwi.

Vote it up
1531
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!