Mocanita – jego miłość

Szwajcarski dziennikarz Michael Schneeberger ratuje ostatnią leśną kolejkę parową w Europie  

 

Deszcz ciagle padał. Niebo wyglądało coraz groźniej. Około 14 nad płaskowyżem Faina, gdzie odpoczywali turyści, rozpętała się potężna burza. Maszynista postanowił wracać wcześniej niż zaplanowano, bo bał się, że Vaser zaleje tory. Pasażerowie szybko wsiedli do wagonów i Mocanita ruszyła w drogę powrotną.

Rzeka błyskawicznie wzbierała i porywała ścięte pnie drzew. Nie dało się jechać. Obawy maszynisty okazały się, niestety, słuszne. Tory zniknęły pod wodą, która miała prawie 3 metry głębokości. 
Pasażerowie zostali odcięci od świata i pozostawieni na pastwę groźnej przyrody. Nagle woda spływająca ze zbocza zalała jeden z wagonów i kolejka zaczęła tonąć jak Titanic. Postanowiono, że lepiej będzie, jeśli ludzie szybko wysiądą.

Tej nocy 192 turystów, w tym 15 dzieci, spało w chatkach w lesie. Miejscowi podzielili się z nimi jedzeniem i piciem. Następnego dnia ratownicy górscy i policjanci przeprowadzili ewakuację, korzystając z wojskowego helikoptera, który musiał zrobić kilka kursów.

Całkowita cisza i czyste niebo sprawiają, że trudno uwierzyć w to, co się stało w dolinie zaledwie dwie doby wcześniej. Michael jest zszokowany tym, co widzi. W wielu miejscach zniknęły całe kilometry torów, a po mostach i nasypach zostały tylko głębokie wyrwy w ziemi. Szwajcaria leży przywalona błotem i głazami tam, gdzie zastała ją powódź. Cozia 1 utknęła na szczycie góry. Nie da się przetransportować lokomotyw do Viseu de Sus.

Michael znów może być tylko fotoreporterem, robi więc zdjęcia wszystkiemu, co widzi. Dzięki temu będzie mógł pokazać członkom Fundacji, fanom kolejki i całemu światu, co stało się w dolinie rzeki Vaser.
Odzew na zdjęcia i apele Michaela, głośne w Rumunii i innych krajach, był imponujący. W niecały tydzień po powodzi Fundacji udało się zebrać środki i narzędzia potrzebne, by zacząć odbudowę pierwszych 10 kilometrów torów na obrzeżach Viseu de Sus. Jego mieszkańcy nie mogli bez Mocanity dostać się do pracy i do miasteczka.

– Michael to prawdziwy anioł opiekuńczy – mówi Vasile Coman, kierownik tartaku RG Holz. – Żyje Mocanitą, a tak wiele dla niej zrobił, że będzie żył wiecznie.

W ciągu dwóch lat po katastrofie tory zostały całkowicie odbudowane. Udało się to dzięki wspólnemu wysiłkowi Fundacji i tartaku, który chciał jak najszybciej wrócić do pracy.

Przez niemal dwa lata w dolinie codziennie pracowały dziesiątki miejscowych razem z pomocnikami z zagranicy. Niemieccy studenci, szwajcarscy inżynierowie, a także zwykli fani kolejki przyjeżdżali do Marmarosz, aby ją uratować.

Dziś w dziewiczych zakątkach regionu znów słychać wesoły gwizd Mocanity. Co roku podróżuje nią około 12 tysięcy turystów, z czego ponad połowa to obcokrajowcy.

– Czy przeszło panu przez myśl, by się poddać, gdy zobaczył pan w gruzach efekt swojej wieloletniej pracy? – pyta Schneebergera niemiecki dziennikarz.

Siwowłosy mężczyzna o ciepłym wyrazie twarzy waha się przez chwilę, a potem z trudem próbuje powstrzymać łzy. Jest przecież Szwajcarem, nie może się rozpłakać.

– Tak, szczerze mówiąc, tak. Ale otrzymałem tyle wsparcia od tak wielu ludzi, że wiedziałem, że w końcu musi mi się udać...

 

Vote it up
2465
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!