Marzycielska Poczta

Czy list ozdobiony kolorowymi rysunkami może odmienić życie chorego dziecka? Może! Maturzystka wymyśliła niezwykłą akcję

Natalia siedzi na łóżku i uśmiechając się, pokazuje dziesiątki listów i kartek, jakie dostała od swoich korespondencyjnych przyjaciół. Wiele z miejsc, o których zobaczeniu dziś może tylko pomarzyć.

– Najbardziej lubię listy z ilustracjami, niektóre są naprawdę piękne – mówi 11-latka chorująca na mukowiscydozę.
Ma w sobie tyle radości życia, że trudno uwierzyć, że zmaga się z tak ciężką chorobą.

– Co dzień czekam na listonosza jak na najfajniejszy prezent. I nigdy się nie rozczarowuję. Zawsze ma dla mnie jakąś niespodziankę, a wszystko dzięki Marzycielskiej Poczcie.

Czy jedna kartka pocztowa, list ozdobiony kolorowymi rysunkami może odmienić życie choregodziecka? Może. Natalia, Zuzia, Tomek zasypani pocztówkami pełnymi ciepłych słów od razu poczuli się lepiej, a uśmiech na długo zagościł na ich twarzach.

– I o to właśnie chodzi – mówi Weronika Mazurkiewicz, która razem ze znajomym Tomaszem Chmielem półtora roku temu wzorując się na amerykańskiej akcji, założyła Marzycielską Pocztę.

Nawiązali kontakty ze szpitalami, gdzie leczą się bardzo chore dzieci. Stworzyli stronę internetową i zaczęli zachęcać rodziców, by napisali na niej kilka zdań o swoich chorych dzieciach i namawiali innych do napisania do nich kartki lub listu.

Do tej pory do dzieci trafiły tony listów, a w akcję włączyły się tysiące wolontariuszy. Listy piszą całe klasy, młodzi, starsi, osoby znane, ci, którzy chcieliby pomóc i znaleźć w chorym dziecku przyjaciela, z którym będą korespondować. Wszyscy.

– Nie spodziewaliśmy się, że to urośnie do takich rozmiarów. Myśleliśmy, że w pisanie listów zaangażujemy znajomych, może jeszcze kilka osób z internetu opowiada Weronika.

Uczy się w maturalnej klasie liceum w Bydgoszczy. Jej mama jest lekarzem, pracuje w hospicjum. Dlatego choroba i cierpienie z nią związane nigdy nie były nastolatce obce.
– To, co się wydarzyło, to naprawdę wielka rzecz. Dziś kartki piszą już tysiące osób z całego świata.
Wolontariusze z Marzycielskiej Poczty każde nowe chore dziecko najpierw sami poznają. Od rodziców dowiadują się, co lubi, jakie bajki ogląda, jakie ma marzenia. Niektórzy piszą kilka kartek, inni jedną, ale są i tacy, którzy nie wyobrażają sobie życia bez pisania do dzieci.
– Listy zaczynamy zwyczajnie: Kochana Natalio, Drogi Tomku, jednak koniecznie od imienia, bo to znak, że są adresowane do konkretnego dziecka, które dzięki temu poczuje się wyjątkowe – opowiadają Dagmara i Martyna, nastolatki, siostry z Jaworzyny Śląskiej na Dolnym Śląsku.

Vote it up
504
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!