Kto zdał test uczciwości?

Aby się tego dowiedzieć, wysłaliśmy reporterów  na ulice 16 miast świata

DOŚĆ UCZCIWI
W  Warszawie nie oddano nam aż siedmiu portfeli  – wszystkie trafiły do kieszeni kobiet. Choć nie wszystkie warszawianki można mierzyć jedną miarą.

Na jednym z przystanków na Mokotowie zadbana brunetka w jaskrawoczerwonej chustce na szyi podnosi portfel z ławki. Widzimy, że pyta kilka osób, czy go nie zgubiły a kiedy podjeżdża autobus, wskakuje do niego. Liczyliśmy, że się odezwie, kiedy znajdzie w środku numer telefonu. Po dotarciu do pracy 28-letnia biotechnolog Marlena Kamińska rzeczywiście zadzwoniła.
– Kiedy w pracy opowiedziałam,  że znalazłam portfel z pieniędzmi,  to niektórzy radzili mi, żebym nie zawracała sobie głowy szukaniem właściciela. Uznałam jednak, że ktoś może naprawdę potrzebować tych pieniędzy, a ja się na nich nie wzbogacę.

Po drugiej stronie kanału La Manche, w dzielnicy Shepherd’s Bush w Londynie dwie kobiety (z Polski!) także zwracają portfel. 35-letnia Urszula Smist, która przyjechała z Polski przed 8 laty, oddała znaleziony portfel swojej kierowniczce w restauracji. Urszula krępuje się mówić po angielsku, więc jej koleżanka Ewa Michalik, która wyemigrowała z Polski do Anglii ponad 40 lat temu, rozmawia z naszymi reporterami:
– Jak się znajdzie pieniądze, nie można zakładać, że należą do bogacza. To mogą być ostatnie grosze, za które matka musi wykarmić całą rodzinę.

Tymczasem dwaj robotnicy z firmy budowlanej Balfour Beatty w Londynie, którzy po znalezieniu portfela od razu się z nami kontaktują, podchodzą do całej sprawy zarazem z powagą i humorem.
– Oddaliśmy, bo wiemy, jak to jest wstawać skoro świt i ciężko harować. Choć prawdę mówiąc, my wcale nie harujemy, ale wstajemy rano – żartowali.

Pokusa została przezwyciężona przed gmachem Sądu Głównego w Lublanie. Gdy spytaliśmy 21-letnią studentkę Mancę Smolej, czy po znalezieniu portfela w ogóle brała pod uwagę zatrzymanie pieniędzy, odparła stanowczo:
– Nie! Rodzice wpajali nam, jak ważna jest uczciwość. Raz zgubiłam swoją torebkę, ale wszystko odzyskałam, więc dobrze wiem, jak to jest.

Jednak inni mieszkańcy stolicy Słowenii nie oparli się pokusie, jak dwie kobiety dobiegające pięćdziesiątki, które widziano, gdy dzieliły się gotówką z „upuszczonego” portfela. Albo mężczyzna po pięćdziesiątce, który znalazł portfel na parkingu przy kinie Šiška. Przez chwilę nie traciliśmy nadziei, kiedy wydawało się, że zaczyna dzwonić do nas przez komórkę. Nagle jednak zrezygnował, odłożył pusty portfel i wsiadł do mazdy CX-5 (ceny tego auta zaczynają się od 95 tys. zł) i odjechał.

W Berlinie nasz reporter „zgubił” portfel pod zegarem na Alexanderplatz. Seyran Coban, 27-letnia studentka z Poczdamu, która właśnie ukończyła przygotowanie do zawodu nauczyciela, zauważyła zgubę i oddalającego się reportera. Jednocześnie dostrzegł to też jakiś chłopak. Oboje ruszają ku upuszczonemu przedmiotowi, ale kobieta nie pozwala mu go zabrać.
– Ten chłopak nie budził mojego zaufania – mówi nam. – Wierzę, że jeśli będę postępować uczciwie, to spotka mnie to samo od innych.

W prawo karmy nie wierzy mężczyzna po czterdziestce, w czarnej kurtce i ciemnych okularach. Szybko złapał portfel pozostawiony na ławce na Alexanderplatz. Włożył go do plecaka i siedział tam przez jakieś 10 min, prowadząc kolejne rozmowy przez komórkę – żadna nie była z nami.
Później tego samego dnia 46-letni Adel Ben Salem z radością szedł do pracy. Miał właśnie rozpocząć zmianę jako szofer w hotelu Ritz Carlton przy Potsdamer Platz. Pod zabytkowym zegarem sygnalizacji świetlnej na rogu Potsdamer i Stresemannstraße znalazł nasz portfel.
– Zobaczyłem fotografię matki z dzieckiem – opowiadał reporterom. – Pomijając już całą resztę, takie zdjęcie ma wartość dla właściciela. Dlatego należało to oddać.

Gdy przemieszczamy się z Berlina na zachód, do Amsterdamu, okazuje się, że do niektórych mieszkańców stolicy Holandii nie przemówiła fotografia, przemówiła za to gotówka. Mężczyzna i kobieta na otoczonym barami placyku Gerard Douplein znaleźli nasz portfel przy stojaku na rowery. Gdy czekali na tramwaj, mężczyzna przeliczył pieniądze w portfelu. Z tajemniczym uśmiechem pokazał swojej towarzyszce 4 palce – 4 dychy? Nieźle.

Tymczasem Angelique Monsieurs, choć mogła wydać na swoje przyjemności znalezione pieniądze, dołożyła starań, by je oddać. Jadąc na rowerze przez Amsterdamse Poort, zobaczyła, jak wchodząca do pobliskiego supermarketu kobieta upuszcza portfel. Angelique podniosła zgubę. Potem zaczekała, siedząc na rowerze z kubkiem kawy, aż nasza reporterka ukazała się z powrotem.
– Czy pani czegoś nie zgubiła? – zawołała.
42-letnia Angelique jest na zwolnieniu chorobowym. Dlaczego nie zatrzymała portfela?
– Nigdy nie wiadomo, w jakiej sytuacji jest właściciel, może rozpaczliwie potrzebuje tych pieniędzy – odparła.

A przy Albert Cuypstraat pogodny łysiejący siedemdziesięcioparolatek zauważa portfel, zagląda do środka,  po czym wchodzi do pobliskiego sklepu z alkoholami Gall & Gall. Gdy pojawia się za nim nasz reporter, mężczyzna odwraca się i mówi, wskazując sprzedawcę:
– Pan w sprawie portfela? Jeśli tak, on właśnie dzwoni.
Juliusowi Maarleveldowi, który mieszka w Amsterdamie od 17. roku życia, nawet do głowy nie przyszło, by zatrzymać cudzą własność.
– Nigdy w życiu. Raz moja żona zgubiła portfel. Znaleziono go i oddano. Czyż uczciwość nie jest czymś wspaniałym?

W śródmieściu Moskwy w pobliżu zoo Eduard Anitpin, oficer służb do sytuacji nadzwyczajnych z Jakucji w północno-wschodniej Syberii zauważył, jak nasz reporter gubi portfel, i nawet poszedł za nim. Potem jednak uznał, że dla zasady odda zgubę ochroniarzowi.
– Jestem oficerem i obowiązuje mnie kodeks etyczny – wyjaśnił nam. – Pochodzę z niebogatej rodziny, ale rodzice wychowali mnie na uczciwego i przyzwoitego człowieka.
Później w tym samym zoo kolejny portfel zwróciła młoda kobieta o imieniu Ekaterina. Zapytana, dlaczego ona i jej przyjaciel Dymitrij zadali sobie trud, by oddać zgubę, odparła:
– Uważam, że ludzie powinni sobie pomagać, a skoro mogę uczynić kogoś trochę szczęśliwszym, to zrobię to.

DOBRA OCENA
Niedaleko centrum handlowego Mammut w śródmieściu Budapesztu młoda blondynka odkłada torebkę i futerał na skrzypce, podnosi portfel, otwiera go i od razu dzwoni na znaleziony w środku numer komórkowy.
– Pamiętam, raz byliśmy w samochodzie i tata zauważył portfel przy drodze – opowiada 17-letnia Regina Györfi. – Jak się skontaktowaliśmy z właścicielem, był bardzo wdzięczny, bo bez papierów, które były w środku, musiałby przełożyć swój ślub zaplanowany właśnie na ten dzień!

W parku Szent István w jednej z najdroższych dzielnic mieszkalnych Budapesztu portfel znalazła emerytka Térez Gál i zwróciła nam. Dlaczego?
– Bo inaczej nie mogłabym spojrzeć na siebie w lustrze.
Nie wszyscy mieszkańcy Budapesztu przejmowali się tak bardzo swoim sumieniem. Pewna kobieta po sześćdziesiątce z farbowanymi na blond włosami także w rejonie Szent István znalazła portfel, zajrzała do środka i weszła do pobliskiego budynku. Nigdy się do nas nie odezwała.

Vote it up
1341
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!