Kto zdał test uczciwości?

Aby się tego dowiedzieć, wysłaliśmy reporterów  na ulice 16 miast świata

Reporterzy Reader’s Digest „zgubili” w kwietniu 192 portfele w miastach Europy, Ameryki Południowej i Północnej oraz Indii. W każdym umieszczono nazwisko i numer  telefonu komórkowego, fotografię rodzinną, kupony,  wizytówki i równowartość 50 dolarów.
„Upuścili” po 12 portfeli w każdym z 16 wybranych miast – w parkach, koło centrów handlowych, na chodnikach. Potem obserwowali, co będzie dalej. Nie chodziło o ścisłe badanie naukowe, raczej o test uczciwości w codziennym życiu. Każdy portfel opowiedział pewną historię: bezczelnej  kradzieży, zmagania z pokusą lub pokrzepiającego dowodu  uczciwości. Niektóre wyniki okazały się zaskakujące.

ALE WSTYD
Słoneczny dzień w końcu kwietnia, Lizbona. Para po sześćdziesiątce dostrzega portfel przy drzewku oliwnym przed olśniewającym XVI-wiecznym Casa dos Bicos. Podnosi go, zagląda do środka i od razu dzwoni pod znaleziony tam numer komórkowy. Podczas spotkania reporterów Reader’s Digest okazuje się,  że tymi uczciwymi ludźmi są goście z Holandii!

Przez 2 dni „gubienia” portfeli w Lizbonie zwrócono nam tylko ten jeden. Pozostałe 11 zabrano. Na szarym końcu skali „uczciwości” razem z Lizboną znalazły się też Madryt (oddano tylko dwa portfele) i Praga (oddano trzy portfele). W Madrycie, podobnie jak w Lizbonie, jeden z uczciwych znalazców nie był miejscowy.

– Nie mogłabym zatrzymać cudzej portmonetki – wyznała reporterom 22-letnia studentka z Niemiec Lena Jansen. – Kilka razy skradziono mi portfel, to bardzo przykre.
Lena i jej koleżanka Beatriz Lopez, również studentka, znalazły portfel na ulicy Genova w zamożnej części śródmieścia.
– Myślałyśmy tylko o tym, żeby go oddać – powiedziała Beatriz.
Inaczej było z kobietą po siedemdziesiątce, która podniosła portfel upuszczony koło Paseo de la Castellana, gdzie są bulwary i muzea. Wyjęła pieniądze, portfel wyrzuciła i poszła dalej, nawet się nie oglądając. I jeszcze dobra wiadomość z Madrytu: i tam można liczyć na uczciwość.

Jeden portfel został przekazany policjantowi, któremu reporterzy musieli dowieść, że należy do nich.
W Pradze para nastolatków spacerująca w podmiejskiej dzielnicy mieszkaniowej znalazła portfel na ławce w parku. Chłopak, w pomarańczowej kurtce snowboardowej i workowatych dżinsach, zauważył go pierwszy. Szepnął coś swojej towarzyszce z różowym plecaczkiem i wskazał go. Potem przysiadł na ławce, zakrywając „zgubę” swoją torbą. Dziewczyna stanęła za nim, sięgnęła po portfel i włożyła go do plecaka. Odeszli w świetnym humorze.

Natomiast 30-letnia Petra Samcová, która znalazła portfel na przystanku tramwajowym Italska w śródmieściu Pragi, odezwała się do nas. Pracuje niedaleko w sklepie optycznym. Dlaczego oddała zgubę?
– Bo tak właśnie należało postąpić – tłumaczyła.

W Zurychu był ciepły słoneczny ranek 16 kwietnia. Przed kawiarniami wystawiano na ulicę stoliki, a mieszkańcy spieszyli do pracy przez centralną dzielnicę biznesową blisko dworca głównego, gdzie reporterzy „upuścili” portfel.

Znalazł go motorniczy tramwaju, mężczyzna po pięćdziesiątce, w charakterystycznym granatowym stroju z logo VBZ  – zakładów transportu miejskiego Zurychu. Uważnie przejrzał zawartość, po czym włożył wszystko do kieszeni. Nie skontaktował się z nami, choć VBZ prowadzi miejskie biuro  rzeczy znalezionych, a mieszkańców zachęca się, by przekazywali znalezione przedmioty obsłudze pojazdów.

W tym samym rejonie Zurychu elegancko ubrana kobieta po czterdziestce, z puszką Red Bulla w ręce i telefonem komórkowym przy uchu, zauważyła nasz portfel. Nie przerywając rozmowy, odstawiła napój, przyklękła, złapała portfel, zajrzała do środka i ruszyła z nim dalej.
Motorniczy tramwaju i elegancka pani to dwoje z ośmiu mieszkańców Zurychu, którzy oddalili się z naszymi portfelami i ich zawartością.

W zurychskiej dzielnicy Altstetten Włoszka po pięćdziesiątce podniosła portfel przed apteką. Wyglądała na niezdecydowaną, ale odeszła. Czekaliśmy, czy się do nas odezwie? Jeszcze tego samego wieczoru zadzwonił mąż tej kobiety. Gdy reporterzy wyjaśnili mu zasady naszej próby, powiedział:
– Jako dobrzy katolicy nie popełnilibyśmy kradzieży.
Tymczasem 1400 km na południowy wschód od Zurychu, w Bukareszcie, odzywa się telefon naszego reportera: „Czy nie zgubił pan czasem portfela?”.

Umawiamy się z dzwoniącym na spotkanie przed AFI Cotroceni, największym centrum handlowym miasta. Przychodzi 45-letni Emil Avram i jego 23-letni syn Cosmin. Na pytanie, dlaczego zwrócili portfel, syn odpowiedział:
– Oddałbym go nawet, gdybym szedł bez ojca. Przyzwoitego zachowania nauczono mnie w domu i w miejscach, gdzie pracowałem.
Kolejny nasz portfel leżał w okolicy uniwersytetu w Bukareszcie. Podniosła go dwudziestoparoletnia kobieta o spiętych w kucyk lśniących czarnych włosach. Spytała dwójkę przechodniów,  czy go nie zgubili. Gdy zaprzeczyli, skierowała się do  wejścia do metra. Zobaczyliśmy, jak sprawdza zawartość portfela i wkłada go do kieszeni. Nie skontaktowała się z nami.

A teraz Rio de Janeiro. W dzielnicy handlowej dobrze ubrana kobieta dobiegająca trzydziestki znalazła nasz portfel, zadzwoniła pod numer znaleziony w środku i umówiła się z nami na spotkanie. Zgubę wprawdzie zwróciła – ale bez pieniędzy.
Inni Brazylijczycy uratowali reputację swojego miasta. W zamożnej dzielnicy Ipanema 73-letnia Delma Monteiro Brandão szła odebrać wnuczkę ze szkoły, gdy zauważyła leżący na ziemi portfel. Zadzwoniła do nas. A na pytanie, dlaczego zwróciła zgubę, odpowiedziała:
– Bo to nie moje!
Zamężna od 53 lat, ma troje dzieci. Jest pewna, że cała jej rodzina postąpiłaby tak samo.
– Jako dziecko wzięłam raz ze sklepu  czasopismo i wyszłam bez płacenia  – wspomina. – Gdy mama się dowiedziała, powiedziała, że takie postępowanie jest nie do przyjęcia.
Delma musiała wrócić do sklepu, przeprosić i oddać czasopismo.

Vote it up
1283
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!