Kosmiczna burza gigant

Czy „kosmiczna Katrina” pogrąży Europę w ciemnościach? 

Łuk supergorącej plazmy wznosi się nad Słońcem. Nagle pęka i wypluwa miliardy ton gazu w przestrzeń Układu Słonecznego. Korzystając ze specjalnych kamer na satelitach umieszczonych daleko w kosmosie, heliofizycy obserwują świecące smugi plazmy w przestrzeni kosmicznej, które przemykają z prędkością 2000 km/sekundę i zmierzają w naszą stronę. Dopiero gdy plazma minie satelitę umieszczonego 1,5 mln km nad Ziemią, naukowcy będą wiedzieli, na ile jest niebezpieczna.

– Od tej chwili będziemy mieli około 40 minut na przygotowanie – mówi profesor Mike Hapgood, 59-letni astrofizyk, europejski specjalista w zakresie badań przestrzeni kosmicznej.

Słoneczna superburza – w języku technicznym: koronalny wyrzut masy (CME) – jest najbardziej gwałtownym spośród zjawisk słonecznych, których wpływ na Ziemię nazywany jest pogodą kosmiczną. Według Hapgooda samo CME nie wyrządzi szkody na Ziemi ani nie zmieni klimatu. Nie zdmuchnie nam nawet czapek z głów. Ale mimo to stanowi dla nas poważne zagrożenie, bo wewnątrz CME wibrują siły magnetyczne, które generują ogromne ilości energii elektrycznej. Energia ta może uszkodzić linie energetyczne, spalić transformatory, których wymiana może potrwać wiele miesięcy, a nawet lat.

– Zniszczenie sieci energetycznej byłoby dla Europy katastrofą – mówi Hapgood.
Takie przepowiednie nie wywołują paniki. Bliźniacze satelity STEREO, uruchomione w 2006 roku przez NASA, zarejestrowały do tej pory ponad 200 dużych koronalnych wyrzutów masy. Żaden z tych, które otarły się o magnetyczną tarczę chroniącą ziemską jonosferę, nie był tak duży, by wyrządzić jakiekolwiek szkody, ale Hapgood uważa, że to tylko kwestia czasu:
– Nie wiemy, czy duży CME pojawi się za tydzień czy za rok, ale wielkie uderzenie jest nieuniknione. Dobrze, gdybyśmy się na nie przygotowali.

Duży CME zbliżył się do Ziemi 29 kwietnia ubiegłego roku, a kolejny – 1 sierpnia. Potem 4 uderzenia w ciągu kolejnych kilku dni. Zorze polarne – zjawiska świetlne w kolorach różowym, zielonym i fioletowym, produkty aktywności Słońca – były dobrze widoczne. Jeden z najsilniejszych CME pojawił się 9 listopada, ale na szczęście pomknął w innym kierunku.

Najbardziej gwałtowna superburza, jaką kiedykolwiek zanotowano, dotarła do Ziemi w 1859 roku. Życie nie zostało sparaliżowane – szkody sprowadzały się do stopionych przewodów i pożarów sieci telegraficznej – ale tylko dlatego, że działo się to w czasach, kiedy nie byliśmy jeszcze zależni od energii elektrycznej.

Mniejsze koronalne wyrzuty masy w latach 1921, 1989 i 2003 spowodowały znacznie większe szkody, odcinając energię elektryczną w całych regionach, szkodząc telefonom, kolei, samolotom i satelitom.

– Jeśli rok 1859 powtórzyłby się dziś, awarie zasilania byłyby powszechne, zwłaszcza w krajach na średnich szerokościach geograficznych jak Polska, Francja i Niemcy – mówi Hapgood. – Czy rozumiemy zagrożenia, na jakie narażone są połączone sieci dostaw energii w całej Europie? Chyba nie.

Pogoda kosmiczna to zjawisko nieustanne, choć rzadko dostrzegane. Tylko od czasu do czasu przebija się przez magnetosferę, tarczę ochronną Ziemi. Jednym z efektów jest polarne niebo ozdobione zorzami. Inne skutki są groźniejsze (patrz ramka).

Wiatr słoneczny to duże niebezpieczeństwo dla systemów GPS, od których jesteśmy coraz bardziej uzależnieni. Na przykład w wyniku awarii GPS platforma wiertnicza na morzu może stracić łączność z szybem, co spowoduje wyciek ropy. Mogą przestać działać sieci telefonii komórkowej i rynki finansowe na całym świecie, które korzystają z przesyłanych w ułamku sekundy sygnałów GPS. Nagłe skoki promieniowania kosmicznego narażają też samoloty i ich pasażerów na radiację równą około 50 prześwietleniom klatki piersiowej. Uważa się, że właśnie to zjawisko sprawiło, że w październiku 2008 roku airbus linii Qantas lecący z Singapuru do Perth 2 razy gwałtownie opadał – 39 pasażerów miotanych po kabinie odniosło obrażenia, 12 z nich poważne.

Duże CME ma potencjał, by siać wielkie spustoszenie. Wielu naukowców uważa, że maksymalne ryzyko jest coraz bliższe ze względu na cykl słoneczny – zmiany aktywności Słońca, na którą wpływa liczba i położenie plam słonecznych. Istnieją 2 główne cykle aktywności Słońca: długi i powolny, który osiągnął najniższy poziom w połowie XVII wieku, a najwyższy około 1985 roku oraz znacznie krótszy cykl 11-letni. 

– Mieliśmy właśnie najdłuższe i najgłębsze minimum słoneczne od prawie 100 lat, a w tym czasie upowszechniły się tak ważne technologie jak GPS – mówi Hapgood. – Teraz aktywność Słońca znów rośnie. Pojawia się coraz więcej plam słonecznych i można powiedzieć, że miesiąc miodowy się skończył. Można tylko zgadywać, co się wydarzy w szczycie 11-letniego cyklu w latach 2012–2013.

W najbliższych kilku latach fazy dwóch cykli słonecznych będą wyglądały podobnie jak w 1859 roku, kiedy rozpętała się słoneczna superburza.
– Im więcej o tym wiem, tym bardziej się boję – mówi Hapgood.

Vote it up
1812
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!