Kolorowy świat łakoci

Lukier do tortów w stylu angielskim definitywnie zmienił życie Agnieszki Klimczak z Warszawy. Pieczenie i dekorowanie ciast od dzieciństwa było jej pasją

Pani Agnieszka wspomina, jak ze szkolnych wycieczek przywoziła różne formy do pieczenia, a w klasowej ankiecie koledzy z powodu cukierniczych talentów uznali ją za najlepszą kandydatkę na żonę. W swoich pomysłach sięgała do rodzimych tradycji, bo te były pod ręką.

Dopiero wizyty w Wielkiej Brytanii ukazały jej bardziej urozmaicony i bajecznie kolorowy świat wypieków. Były to torty w stylu angielskim, o najdziwniejszych kształtach, z wymyślnymi dekoracjami i barwnym lukrem w dziesiątkach odcieni. Zachwyciła się nimi, ale nawet przez myśl jej nie przeszło, że kiedyś zajmie się profesjonalnie popularyzacją tej sztuki cukierniczej.

Zanim została bizneswoman, ukończyła informatykę na Politechnice Warszawskiej. Po dyplomie przez kilka lat uczyła języka angielskiego w stołecznych szkołach – gimnazjach i liceum.

– Bardzo lubiłam uczyć i dobrze mi to wychodziło – mówi Agnieszka Klimczak. – Ale jak to w szkole, raz byłam pod presją rodziców, innym razem uczniów, co mnie strasznie demobilizowało. Jestem wyczulona na to, co inni o mnie myślą, mówią, sugerują. Typowa zodiakalna Panna. Gdy uświadomiłam sobie, że nie mam w szkole pozytywnego wsparcia, którego zawsze potrzebuję w działaniu, postanowiłam stamtąd odejść. To była moja pierwsza samodzielna i ważna decyzja, na którą się zdobyłam. No i skoro potrafiłam powiedzieć „a”, jużwiedziałam, że powiem „b”.

Konsekwencją rzucenia pracy była druga decyzja – konieczność znalezienia innej. Tak doszło do połączenia prawdziwej pasji z prawdziwym biznesem. To był skok na głęboką wodę.

– Kiedy w 2006 roku otwierałam firmę tortownia.pl, nie miałam pojęcia, czy ktoś w Polsce interesuje się tym poza mną, bo w internecie nie było nic o angielskich tortach, nie było żadnych zdjęć. Postanowiłam więc stworzyć pierwsze takie miejsce w Polsce, gdzie amatorzy sztuki cukierniczej będą mogli nie tylko pytać, wymieniać się doświadczeniem i nawzajem inspirować, ale też kupować niezbędne produkty i artykuły.

Dzięki znajomości angielskiego Agnieszka Klimczak nawiązała kontakty handlowe z markowymi zachodnimi producentami i dostawcami, od belgijskich producentów czekolady po brytyjskich, austriackich i włoskich producentów dekoracji, specjalistycznych składników i wyposażenia.

Cukrowe perełki, kwiatki, figurki, czekoladowe posypki to tylko efektowne dodatki. Podstawą jest lukier plastyczny pakowany w kostki wielkości pudełka papierosów. Ugniata się go w rękach jak modelinę, a gdy jest już miękki i elastyczny, rozwałkowuje nieprzywierającym wałkiem na takiej samej stolnicy. Tak przygotowaną lukrową masą przykrywa się powierzchnię ciasta w dowolnym kształcie i wygładza specjalną packą.

Kolejny etap to zdobienie według wzoru lub własnego pomysłu, gustu czy fantazji. Do tych czynności bardzo przydatne są dłutka, np. przy dekoracjach kwiatowych. Z ich pomocą można nadać lukrowym płatkom odpowiednie pofalowanie, łodygom wygięcie, a w listkach zaznaczyć delikatne żyłki. Warto mieć pod ręką także pędzelki, którymi kładzie się płatki złota czy srebra.
A jeśli ktoś chciałby zrobić tort jak kłębek wełny (jest taki wzór), powinien skorzystać z pistoletu do lukru, z którego wyciska się cukrowe wałeczki wspaniale imitujące wełnianą nitkę.

O tym wszystkim można dowiedzieć się ze strony internetowej tortownia.pl, ale też w Akademii, którą Agnieszka Klimczak założyła w 2008 roku. Tutaj teorię sprawdza się w praktyce pod okiem wykładowców.

– Na początku tylko ja prowadziłam zajęcia. Teraz jest nas piątka i mogę śmiało powiedzieć, że udało mi się pozyskać prawdziwychmistrzów w swoich specjalnościach, choć bez dyplomów cukiernika.

Zajęcia są tematyczne. Cena kursu to 300-400 złotych. Pani Agnieszka opowiada o podstawach stylu angielskiego. Tadeusz Brenecki uczy dekoracji kwiatowych z lukru plastycznego. Dorota Jaworska prowadzi szkolenie z ręcznie robionych pralinek. Jarmila Buczyńska, Słowaczka mieszkająca w Polsce od 40 lat, uczy misternej sztuki zdobienia pierniczków, a Katarzyna Styś zajmuje się tortami o różnych kształtach.

Spotkania odbywają się w kilkuosobowym gronie, w salonie sprzedaży przy ul. Chyrowskiej 4. Przychodzą przeważnie kobiety. Rozpiętość wieku od nastolatek do emerytek. Zainteresowanie kursami jest coraz większe, zwłaszcza przed świętami. Większość pań uważa, że zajmowanie się dekoracją to hobby popraawiające nastrój, „antydepresant”.

W tym samym roku co Akademia ruszyło wydawnictwo Tortownia.pl. Na inaugurację oficyny pani Agnieszka wybrała i przetłumaczyła z angielskiego książkę Debbie Brown „50 kolorowych tortów” z opisami, instrukcjami i prawdziwie odlotowymi wzorami wypieków.

Który ze swoich tortów uważa za najbardziej szalony?

– Może nie tyle szalony, co trudny. To był wóz strażacki jak model prawdziwego. Miał lukrową figurkę strażaka, gaśnicę i drabinę z papieru opłatkowego. Taki wymyśliłam na pierwsze urodziny mojego synka Maćka. Z tej samej okazji córka Jagoda dostała cukrową panią misiową siedzącą na poduszce.

Ale ulubionym tortem pani Agnieszki jest słonecznik, który zrobiła dla swojej siostry.

– Był fajny, bo łączył angielski styl z ciastem murzynkiem. Smaczny, lekki – siostra nie znosi ciast z bitą śmietaną – i nieprzeładowany dekoracjami. Takie torty bardzo lubię.

Angielski styl, jak widać, nadaje się do dekoracji różnych ciast, niekoniecznie tortowych. W cukrową biedronkę czy pole golfowe można zamienić ciasto biszkoptowe, piernikowe, marchewkowe, upieczone samodzielnie lub kupione. Co kto woli, co kto lubi. Dlatego Agnieszka Klimczak nigdy nie odpowiada na pytania o przepisy.

– To nie jest moje pole działania – tłumaczy. – Natomiast na każde pytanie o dekorowanie zawsze odpowiadam, bo chętnie dzielę się z innymi swoją wiedzą. Nauczycielska dusza.
Ostatnie przedsięwzięcie Tortowni.pl to otwarcie nieopodal sklepu firmowej kawiarenki, niestety, bez firmowych ciast w stylu angielskim.

– Otwarcie własnej pracowni cukierniczej to moje największe marzenie – wyznaje pani Agnieszka. – Ale do tego trzeba spełnić wiele formalnych wymogów. Mam nadzieję, że niedługo uda nam się dopełnić działalność Tortowni.pl.

Co Wam powie Agnieszka Klimczak

Z jakim kapitałem wchodziła Pani do świata biznesu?

Wyliczyłam, że z 3 tysiącami złotych uda mi się i taką sumę miałam. Jednak szybko okazało się, że to za mało, więc pożyczyłam ponad 10 tysięcy złotych od rodziny. Dziś wydaje mi się nieprawdopodobne, że tak niedużym nakładem finansowym otworzyłam firmę. Ale to było 5 lat temu.

Co jest ważne przy tworzeniu firmy?

Myślę że determinacja, wiara w swój pomysł, wsparcie rodziny. Pieniądze, oczywiście też, obecnie jest wiele możliwości ich zdobycia. Kredyty, leasing, różne fundusze, dopłaty z Unii Europejskiej.

Co Pani pomogło w stworzeniu firmy?

Na pewno biegła znajomość angielskiego. Brak bariery psychologicznej typu jak się porozumieć z potencjalnymi kontrahentami pozwalał mi w rozmowach czy korespondencji skupić się na meritum, czyli pertraktacjach.

Czy z założenia miała to być firma rodzinna?

Mąż jest informatykiem, ma firmę, która robi strony internetowe, więc od początku zajął się Tortownią.pl. Z czasem i w miarę potrzeb zatrudniałam inne osoby z rodziny. Tworzymy zgrany zespół i pracujemy w prawdziwie rodzinnej atmosferze.

Vote it up
489
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!