Inspiracje lekarza weterynarii

Lekarz weterynarii Dorota Sumińska o swoim ojcu Edwardzie Sumińskim
 

Mówiąc językiem młodzieżowym, ojciec był moim idolem. To człowiek, który nie poddał się komunistycznej szarzyźnie, przez to był atrakcyjny i interesujący. Wspaniale jeździł konno, dobrze strzelał, często towarzyszył mojemu dziadkowi Piotrowi na polowaniach i wyprawach do lasu. Był towarzyski i miał mnóstwo przyjaciół. Rozpierała go radość życia i energia. Nawet dziś, choć jest ciężko chory, ma w sobie tyle „dynamitu”, że czasem się boję, że wybuchnie.

Zawsze robił rzeczy, których inni nie robili. To on postanowił, że urodzę się w domu. Nie chciał narażać mnie na szpitalne warunki i obowiązkowe szczepienie przeciw gruźlicy, po którym noworodki miewały komplikacje. I to on, lekarz weterynarii, odbierał poród mojej mamy. A później w pełnym ludzi i zwierząt rodzinnym domu dziadków Sumińskich na Saskiej Kępie hodował różne gady, także żmije, od których pobierał jad na surowicę przeciwżmijową. Wychowywał tam też od szczeniaka wilczą sierotę, którą dziadek przywiózł z lasu.

A ponieważ ojciec skończył weterynarię, było dla mnie oczywiste, że zrobię to samo. Chciałam być taka jak on, chciałam wiedzieć i umieć tyle co on, bo ojciec był dla mnie wzorem człowieka wiedzącego wszystko na temat natury i rządzących nią praw. Zdobyłam wiedzę, która jest solidną bazą do prowadzenia obserwacji świata żywego, a co najważniejsze, daje możliwość niesienia pomocy tym, których ukochałam najbardziej – zwierzętom.

Wychowywałam się w kulcie przeszłości i przyrody. Ojciec był łącznikiem między współczesnością a światem, który bezpowrotnie odszedł. Wciąż słuchałam opowieści o miejscach, które zostały utracone, bliskich krewnych, którzy hodowali konie, rasowe psy, krowy.

I chociaż urodziłam się w Warszawie i wiele lat tu mieszkałam, zawsze chciałam się z niej wynieść. Teraz mieszkam na wsi i jestem szczęśliwa.

Przeprowadziłam się do drewnianego domku, który sama wybudowałam. Mam duży ogród i zwierzęcy dom, w którym żyje 9 kotów, 6 psów i jeden jeż. Od dziecka wychowywana w towarzystwie zwierząt mieszkam w miejscu, które dziś wydaje mi się Edenem.

Vote it up
404
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!