Idź do Kumara

Kumar Wishwanathan pomaga Czechom, choć trudno im wymówić jego nazwisko
 

Lipiec 1997 roku. Morawy w Czechach nawiedziła katastrofalna powódź. Wiele osób, w tym 28 rodzin romskich z Ostrawy, straciło domy. Romom trudno znaleźć nowy dach nad głową. Nikt nie chce takich sąsiadów. Władze budują dla nich baraki z płyt kartonowych na ulicy Na Liscine. To długa, cicha ulica domków z ogródkami. Jej mieszkańcy są niezadowoleni. Napięte stosunki szybko się pogarszają. Byle iskra i wybuchną zamieszki. Zapobiec im może tylko cud. Policja jest w stanie pogotowia.

Cud się zdarza. Hindus Kumar Wishwanathan, nauczyciel fizyki w dwujęzycznej szkole w Ołomuńcu, wie, co zrobić. Pojechał do Ostrawy, zamieszkał w jednym z pomieszczeń wybudowanych dla Romów – którego nikt nie chciał ze względu na złe warunki – i zwołał konferencję prasową, by przedstawić swój plan. Zyskał trochę czasu i paru sojuszników. Dlaczego się angażował?

– Byłem nauczycielem, miałem wakacje. Śledziłem w mediach rozwój sytuacji i współczułem tym ludziom. Nikt ich nie chciał. Wydawało mi się, że wiem, co trzeba zrobić i postanowiłem spróbować. Omówiłem to z żoną i teściem. Zgodzili się, bym pojechał do Ostrawy. Zamieszkałem z Romami. To było konieczne, by zdobyć ich zaufanie.

Krok po kroku 34-letni Hindus uspokaja sytuację – codziennie rozmawia z Romami i Czechami, zapisuje, jakie mają problemy, a potem pomaga je rozwiązywać. Wieczorem wszyscy zainteresowani spotykają się, a on mówi, co zrobił. Stopniowo zdobywa zaufanie obu stron i mieszkańcy ulicy Na Liscine uczą się żyć razem.

Gdy okazało się, że potrzebują Kumara i po wakacjach, odszedł ze szkoły i został z nimi do Bożego Narodzenia. W 1998 roku, przy wsparciu studentów z Ostrawy i Ołomuńca, założył stowarzyszenie Vzájemné soužití (Wspólne Życie). Kieruje nim, zdobywa granty na działalność i pomaga poszkodowanym przez los. Kumar zdobył powszechny szacunek i otrzymał nagrody od takich instytucji jak Fundacja Karta 77, ambasada USA i policja. Doradzał nawet rządowi czeskiemu w kwestiach praw człowieka.

Z Ołomuńca do Ostrawy sprowadziło go współczucie, a z Indii do Ołomuńca miłość. Urodził się w należącej do wysokiej kasty rodzinie w Kollam w stanie Kérala. Jego dziadek pracował dla Korony Brytyjskiej, ojciec budował elektrownie.

Przed młodym Kumarem przyszłość stała otworem. Ale gdy się zakochał, i jego rodzice, i rodzice dziewczyny nie chcieli słyszeć o ślubie. To zmieniło jego życie.
– Chciałem uciec i poślubić ukochaną, ale ona się bała i nie zgodziła.
Z raną w secu Kumar wyjechał do Moskwy, gdzie w latach 1983–1989 studiował fizykę. Tam poznał czeską studentkę Ladkę. Jej rodzina sceptycznie podchodząca do związku z człowiekiem z innego kręgu kulturowego z początku nie przyjęła go ciepło.
– Ale Ladka wykazała się większą odwagą – mówi Kumar.

Pobrali się w 1990 roku, zamieszkali w Ołomuńcu, gdzie został współzałożycielem czesko-angielskiego gimnazjum. Teraz Kumar mieszka z rodziną w Ostrawie. Chciał być bliżej tych, którzy go potrzebują. Życie wielu ludzi byłoby trudniejsze, gdyby nie on. Nie potrafią wymówić jego nazwiska – nazywają go panem Kumarem. I bardzo szanują.

– Stał się największym autorytetem. Najczęściej wypowiadanym tu zdaniem jest: „Pójdę do Kumara”. Nawet dzieci powtarzją to na placach zabaw, gdy zaczynają się kłócić – mówi Jitka Blaskova pracująca w jednym z ośrodków społecznych założonych przez Vzájemné soužití.

A jak Kumar wyobraża sobie przyszłość?
– Staram się zasiać ziarno harmonii – wyjaśnia. – I wierzę, że jeśli co dzień robi się coś małego, pewnego dnia nastąpi przełom.

Vote it up
373
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!