Eskapada z Krzysztofem

Dla starszych, samotnych czy schorowanych osób to atrakcja, na którą czekają cały miesiąc
 

Zimowe popołudnie. Pod blokiem przy ul. Harnama w Łodzi zatrzymuje się czerwone berlingo. Kierowca, 63-letni Ryszard Chudzik, wychodzi z auta i rusza do drzwi wejściowych domu. Tam czeka na niego niepełnosprawna starsza pani. Wita ją, podprowadza do samochodu i pomaga wygodnie usiąść. Ma zabrać jeszcze jedną osobę, podobnie jak dwaj inni kierowcy z Akcji Krzysztof. Dziś siedmioro podopiecznych łódzkiego Caritasu będzie zwiedzać palmiarnię.

Pomysł Akcji Krzysztof zrodził się w głowie Ryszarda Chudzika w 2009 r. Podpowiedziało go życie.

– Kiedy obserwowałem moją nieżyjącą już mamę, widziałem, jak ważne było dla niej wyjście z czterech ścian – opowiada pan Ryszard. – Jak bardzo potrzebowała kontaktu ze światem, spotkania z ludźmi. Pomyślałem, że w podobnej sytuacji jest wiele osób – niepełnosprawnych, starszych, samotnych czy chorych – więc warto coś zrobić w tej sprawie.

Ryszard Chudzik, do dziś aktywny zawodowo, postanowił, że raz w miesiącu, w środę po południu, poświęci im wolny czas. Zabierze swoim samochodem na spacer lub wycieczkę, potem wypiją razem herbatę i porozmawiają. Chętnych do wspólnego spędzenia czasu postanowił znaleźć przez Caritas Archidiecezji Łódzkiej. Takie były początki Akcji Krzysztof, której nazwa nawiązuje do św. Krzysztofa– patrona kierowców.

Potem z przyczyn losowych nastąpiła prawie dwuletnia przerwa. Pan Ryszard musiał przejść długą rekonwalescencję po skomplikowanym złamaniu nogi. Ale gdy tylko odzyskał zdrowie, wrócił też do działalności charytatywnej.

Danuta Sażyn, kierowniczka Biura Wolontariatu Caritas Archidiecezji Łódzkiej, ceni sobie współpracę z Ryszardem Chudzikiem.

– Prowadzimy tzw. wolontariat domowy – wyjaśnia. – Nasi wolontariusze odwiedzają w domach osoby potrzebujące pomocy, najczęściej starsze, schorowane, samotne. Mamy listę podopiecznych, znamy ich i wiemy, kto może wziąć udział w planowanej przez Krzysztofów eskapadzie, kto chciałby się na nią wybrać.

Zdarza się, że dołączają do niej również wolontariusze z Biura Wolontariatu Caritas nie tylko po to, by czuwać nad podopiecznymi, którzy wymagają szczególnej uwagi.

– Starsze osoby bywają nieufne w kontaktach z nieznajomymi – wyjaśnia Danuta Sażyn. – Mogą mieć opory przed uczestniczeniem w tego typu akcjach, zwłaszcza gdy robią to pierwszy raz. W takich sytuacjach nasi pracownicy i wolontariusze są bardzo pomocni w przełamywaniu lodów, dzięki nim podejrzliwość znika.

Tę opinię potwierdza Agata Deszyńska z Biura Wolontariatu. I dodaje, że jest już stała grupa podopiecznych, którzy do niej dzwonią i pytają: „Pani Agatko, czy w tym miesiącu dokądś pojedziemy?”.

– Oni żyją tymi wyjazdami, dla nich to często jedyna atrakcja, wydarzenie, na które czekają z niecierpliwością – przyznaje.

Pan Ryszard z panią Haliną wchodzą niespiesznym krokiem do palmiarni. W miejscu zbiórki czekają już inni uczestnicy wycieczki razem ze swoimi Krzysztofami. Wokół bujna zieleń, kwiaty o niezwykłych aromatach – istna wiosna zimą. Podczas spaceru alejkami ktoś od czasu do czasu przysiada na ławeczce, żeby chwilę odpocząć, ktoś inny zachwyca się żółwiami, które pływają w wielkim akwarium i barwnymi okazami ryb. A potem wszyscy idą do kawiarenki, gdzie przy zsuniętych razem stolikach, kawie i herbacie dzielą się wrażeniami, opowiadają o swoich sprawach, pytają o następne wyprawy.

Akcja Krzysztof od początku trzyma się kilku zasad określonych przez pomysłodawcę.

Po pierwsze – każdy z kierowców, czyli Krzysztofów, jeździ swoim prywatnym autem, sam płaci za paliwo i nie korzysta z żadnego dofinansowania.

Po drugie – nie wchodzi do mieszkania podopiecznego, tylko czeka przy drzwiach wejściowych.

Po trzecie – bierze za niego odpowiedzialność.

Po czwarte – funduje swoim podopiecznym przewóz, bilety wstępu, kawę, herbatę, ciasteczka.

Po piąte – powinien być osobą życzliwą, nieujawniającą swoich prywatnych poglądów, sympatii czy też antypatii.

Każda wyprawa musi być skrupulatnie przygotowana.

– Najpierw Krzysztofowie ustalają wspólnie jej termin i cel – mówi pan Ryszard. – Może to być zwiedzanie zoo, palmiarni czy, jak ostatnio, Teatru Powszechnego od kulis. Nie planujemy wypadów do kina, bo to nie ma sensu. Ci ludzie potrzebują towarzystwa, rozmowy przy wspólnym stoliku, bo siedzenia w ciszy przed ekranem mają dość w domu. Gdy wiemy już, kiedy i dokąd pojedziemy, zaczyna się praca indywidualna. Każdy z nas przygotowuje listę osób, które zabierze po drodze, i taką trasę dojazdu, żeby nie zmęczyć pasażerów zbyt długą podróżą. Staramy się też, aby w grupie było najwyżej kilkanaście osób, bo w większej ktoś zawsze czuje się trochę opuszczony.

Dla 60-letniej pani Haliny, osoby po amputacji nogi, każda wycieczka z Krzysztofami jest prawdziwym świętem.

– Cieszę się, że chociaż raz w miesiącu mogę wyjść z domu, coś ciekawego zobaczyć, pobyć między ludźmi, porozmawiać przy kawie. Dla zdrowych, młodych takie rzeczy to codzienność, dla nas – wydarzenie i atrakcja.

Ostatnio sprawy związane z wolontariatem nabrały przyspieszenia. W lutym tego roku ruszył Klubu Akcji Krzysztof. To rodzaj skrzynki kontaktowej dla wszystkich zainteresowanych. Tutaj mogą zdobyć informacje dotyczące planowanych wyjazdów, zapisać się na ten wybrany. Prowadzeniem klubu, to znaczy obsługą telefoniczną i e-mailową, zajął się jeden z podopiecznych Caritasu i gorący sympatyk Akcji Krzysztof.

Dzięki jej nagłośnieniu w mediach przybyło też wolontariuszy. Jest ich już pięciu: z centrum Łodzi, z Widzewa, Polesia, Teofilowa i ze Zgierza. Wkrótce ma dołączyć do nich pierwsza Krzysia. Ryszard Chudzik wciąż liczy na następnych, zwłaszcza młodych emerytów, którzy mają czas, samochód, żyłkę społecznikowską i serce dla ludzi starych i chorych. Cieszy się też, że w innych miastach powstają podobne inicjatywy. 

Vote it up
472
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!