Dla dobra dzieci

Nabila Alfakir pomaga dzieciom imigrantów zaadaptować się w szwedzkich szkołach
 

Od Sztokholmu Nabila Alfakir przyleciała z rodzinnego Damaszku w Syrii w styczniu 1977 roku. Był środek zimy, na dworze panował siarczysty mróz.

– Byłam już wcześniej w Sztokholmie, ale latem. Zapamiętałam zielone, rozgrzane miasto. A teraz na ulicach leżał śnieg.

Nabila pracowała w zespole personeluanaziemnego na lotnisku w Damaszku. Tam poznała swego przyszłego męża. Ich rodzaj pracy umożliwiał im podróże, więc kilkakrotnie odwiedzili dwóch braci Nabili mieszkających w Sztokholmie. Kiedy w 1977 roku, z powodu sytuacji politycznej w Syrii, Szwecja przyznała mężowi Nabili azyl polityczny, para zamieszkała tam na stałe.

Nabila chciała poczuć się w nowym kraju jak w domu, więc zaczęła się uczyć szwedzkiego. Trzy i pół miesiąca później spytała o możliwość pracy w bibliotece miejskiej w Sztokholmie.
– Potrzebujemy kogoś do pracy biurowej – usłyszała.

Obiecała, że wkrótce się odezwie. Z domu zadzwoniła do brata.
– Na czym taka praca może polegać? – spytała.

Następnego dnia przyjęła ofertę. Pracując w bibliotece, studiowała pedagogikę na Uniwersytecie Sztokholmskim, uczyła też prywatnie arabskiego. W 1987 roku zaczęła pracować z dziećmi z urazami doznanymi podczas wojny.

– Uznawano te dzieci za przypadki beznadziejne, ale gdy zaczęłam z nimi pracować, bardzo szybko zauważyłam pozytywne zmiany. Niestety po wakacjach dzieci zachowywały się znów tak samo jak na początku naszej pracy. Poczułam się bezradna.

Nabila uświadomiła sobie, że źródło problemu jej podopiecznych kryje się w ich domach, postanowiła więc skontaktować się z ich rodzicami.

– Zrozumiałam, że oni przenoszą swoje problemy na dzieci – mówi. – A muszą bardziej się nimi interesować, jeśli dzieci miały być w szkole szczęśliwe. Rodzice byli nieufni wobec szkoły, bo nie wiedzieli, czym tam się zajmują ich pociechy. Zaczęliśmy z nimi rozmawiać, dzięki czemu zdali sobie sprawę, że chodzi nam o dobro ich dzieci.

Od tamtej pory rozmowy z rodzicami podczas wywiadówek stały się jednym z najważniejszych elementów jej pracy. Nabila robi wykłady dla nauczycieli o swojej metodzie działania, napisała też na ten temat dwie książki.

– Trzeba rozmawiać z rodzicami, nie wystarczy do nich mówić. Dzięki temu współuczestniczą oni w życiu swych dzieci.

Nabila uważa, że w pracy pomogło jej to, że sama niedawno przyjechała do Szwecji.

– W nowym kraju trzeba przyswoić sobie istniejące tu wzory zachowań społecznych, bo nie zawsze wiadomo, jak należy postępować. Ponieważ kierowniczka miejskiej biblioteki wierzyła we mnie, sama zaczęłam w siebie wierzyć. Myślę, że to też dotyczy innych ludzi. Wszyscy chcemy czuć, że dajemy coś z siebie, a to jest możliwe wtedy, kiedy istnieje dialog i porozumienie.
Teraz Nabila czuje się zarówno Szwedką, jak i Syryjką. Podoba się jej życie w Szwecji. Gdyby została w Syrii, jej losy potoczyłyby się zupełnie inaczej.

– Jeśli nie jesteśmy zmuszeni do zmian w swoim życiu, łatwo się rozleniwiamy. Musiałam ich dokonać. A gdy odkryłam, co mam do zaoferowania, dostrzegłam też, jakie możliwości mają inni.

Vote it up
711
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!