Czarno-biały

Lenny Kravitz, jak Obama, żyje pomiędzy dwiema tożsamościami rasowymi. To określa jego styl

 

Od początku kariery muzyk, urodzony w Nowym Jorku i wychowany w Los Angeles, wplatał różne style muzyczne do swojej ponadczasowej mieszanki retro rocka. Syn czarnej aktorki i białego producenta telewizyjnego nadal łączy hardrock, funk, soul i reggae. Właśnie tak jest na jego najnowszym albumie Black And White America (Czarno-biała Ameryka). Ten tytuł stał się lejtmotywem naszej rozmowy z 47-letnim artystą w Malibu.

Reader’s Digest: Wydaje się, że Black And White America ma silne podteksty polityczne. Do jakiego stopnia jest to album polityczny?
Lenny Kravitz: Tak naprawdę jest bardziej osobisty niż polityczny. Dorastałem w wielorasowym środowisku, jakim są Stany Zjednoczone. A ze względu na kolor skóry zawsze byłem gdzieś pomiędzy.

RD: Czy na początku kariery słyszałeś od koncernów płytowych, że nie jesteś dostatecznie czarny ani biały?
Kravitz: Tak, zdarzały się takie uwagi. Prosto w oczy. To się w głowie nie mieści, taki rasizm.

RD: Prezydent Obama też jest przedstawicielem czarno-białej Ameryki. Jesteście w podobnej sytuacji?
Kravitz: Nie wiem, czy słyszałeś jego przemówienie o rasie podczas kampanii prezydenckiej. To było imponujące. Ktoś taki jak on – czy ja – widzi sprawy z obu stron i naprawdę rozumie obie strony. To wielka przewaga. Do stworzenia Black And White America skłonił mnie między innymi pewien film dokumentalny. Opowiadał o grupie Amerykanów, którzy stanowczo sprzeciwiali się, by prezydentem został Afroamerykanin. Chcieli mieć Amerykę dla siebie i byli skłonni zrobić wszystko, by powstrzymać Obamę. Niektórzy naprawdę mają takie poglądy i nie odpuszczą, nie zmienią się. Nie rozumiem tego, ale nienawiść jest w nich głęboko zakorzeniona.

RD: Osiem lat rządów Busha powinno nieco zmienić ich sposób myślenia.
Kravitz: (chichot) Mogłoby się tak wydawać. Ale spójrz tylko na ruch Tea Party, na Sarah Palin, na fanatyków religijnych, którzy palą Koran. Naprawdę żyjemy w XXI wieku? Zainteresowanie mediów tylko dodaje im odwagi i siły, a to pogarsza sprawę. Oczywiście, dzieje się to nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie. Wszędzie jest i światło, i mrok. Musimy zrobić z tego jak najlepszy użytek, przynajmniej ja się o to staram.

RD: Czy w perspektywie Obama odniesie sukces? Czy uda mu się diametralnie odmienić kraj, jak obiecywał?
Kravitz: Wiele nie zrobi. Spójrz tylko, co odziedziczył po republikanach. Bez względu na to, czy go lubisz, czy nie, musisz przyznać, że znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nie chciałbym być na jego miejscu ani przez chwilę.

RD: Więc takie stanowisko nigdy Ci się nie zamarzy?
Kravitz: Nie ma mowy! Sądzę, że trzeba by poświęcać zbyt wiele, ciągle. Nigdy nie udałoby się osiągnąć niczego w zgodzie z własnymi zasadami. Ponadto za każdym rogiem może się czaić zwariowany rasista, który zechce cię zabić – tylko ze względu na kolor twojej skóry. Wolę być muzykiem. Po prostu dlatego, że to mniej niebezpieczne zajęcie.

RD: Czego można się spodziewać po Lennym Kravitzu podczas jesiennej trasy koncertowej w Europie?
Kravitz: Rozkołyszę widzów, momentami będzie ostro. Naprawdę spodziewajcie się ostrej jazdy. Porządna dawka nowego materiału, a dla równowagi utwory dobrze znane. Do tego kilka kawałków zupełnie nieogranych. Dla każdego coś miłego. Już nie mogę się doczekać tej trasy.

Vote it up
194
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!