Czar tulipanów

Każdej wiosny turystów odwiedzających Holandię ogarnia tulipanowe szaleństwo
 

Jeśli Jana Ligtharta można nazwać projektantem tulipanów, to Jan Pennings jest budowniczym. Ten 70-latek należy do trzeciego pokolenia rodziny hodowców roślin cebulkowych. To tacy hodowcy jak on w ciągu kilku lat z paru nasion tulipana produkują setki tysięcy cebulek.

Pennings wita mnie ciepło w swoim gospodarstwie w północnej Holandii. Pijemy kawę z filiżanek w kształcie kwiatów tulipana i patrzymy na jego pola pełne kwiatów.

Wyjaśnia mi, że tulipany, które tej wiosny widzę na polu, zostaną zebrane latem. Cebulki będą osuszone i oczyszczone ze starych korzeni oraz ziemi, co pozwoli zobaczyć cebulki przybyszowe, którymi w ciągu zimy i wiosny obrosła cebulka mateczna. Cebulki zostaną posortowane i posadzone jesienią.

Przypominam sobie, że kiedy chodziłam do szkoły, koledzy najmowali się do czyszczenia cebulek.

– Kiedyś wszystko robiło się ręcznie, ale teraz uprawa jest w pełni zmechanizowana – mówi Jan Pennings. – Sadzenie, ścinanie przekwitłych kwiatów, zbieranie i oczyszczanie cebulek – wszystko robią maszyny. Trwają prace nad robotami, które będą wyszukiwać zarażone rośliny!

Jan Pennings opowiada, że w ostatnich 20 latach hodowcy zaczęli nawet uprawiać cebulki na glinie, uniezależniając się tym samym częściowo od piaszczystej holenderskiej gleby. Cebulki rosną na wielkich siatkach. Trzeba je tylko podnieść, aby zebrać cebulki. Ten sposób ogromnie zwiększył produkcję.

Ponieważ wzrost podaży powoduje obniżkę cen, wielu hodowców przerzuca się na uprawę specjalnych odmian jak Vincent van Gogh – wysoki tulipan o postrzępionych mahoniowych płatkach niemal czarnych w środku. W salonie Penningsa kilka takich kwiatów stoi w wazonie.

Na zewnątrz rozciągają się pełne tulipanów pola wielkości boiska do piłki nożnej, jakich nigdy nie widziałam. Tulipany całkiem zielone albo czerwone z wieloma (nawet 11) kwiatami na jednej łodydze, tulipany w biało-zielone prążki albo zielono–różowe.

Zakochałam się w nich. Ale jest też coś dla amatorów prostoty. W Hortus Bulborum w Limmen w pobliżu Alkmaar uprawiane są najstarsze odmiany holenderskich tulipanów. Pochodzą jeszcze z XVI wieku, kiedy to Karol Kluzjusz sprowadził je do Holandii z Azji Środkowej. To małe roślinki, które nie są większe od krokusa.

– 95 procent tych najstarszych odmian nikt już nigdzie na świecie nie uprawia – wyjaśna mi przyrodnik 70-letni Joop Zonneveld.

W głębi ogrodu znajduję najstarszy uprawiany w Holandii tulipan. Jest nią pochodząca z 1595 roku odmiana Duc van Tol. Roślinka o malutkich czerwono-żółtych płatkach ma zaledwie
10 cm wysokości. Pochodzi z gór Azji Środkowej, gdzie na wysokości 2500 m stawiała czoło silnym wiatrom. Dlatego jest taka mała.

– Nasiona trafiły do Niderlandów Jedwabnym Szlakiem – opowiada Zonneveld. – I po ponad czterystu latach nadal możemy podziwiać tę odmianę.

A jak daleko w przeszłość sięga historia tego kwiatka w Azji? Joop Zonneveld wzrusza ramionami:
– Trudno powiedzieć. Tysiąc lat? Dziesięć tysięcy? To już pozostanie tajemnicą tulipana.

Vote it up
1756
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!