Chrońmy nasze dzieci

Nacisk opinii publicznej odniósł skutek w Wielkiej Brytanii. Dlaczego nie w pozostałej części Europy?

Czemu tak udany pomysł nie przyjął się w Europie? Prawda, nie ma tu jednej silnej organizacji chroniącej dzieci jak CEOP ani wojowniczego policjanta jak Gamble, ani apeli polityków i mediów.
Nawet firmy, które zainstalowały przycisk w brytyjskiej wersji swego oprogramowania, nie robią tego w innych krajach Europy. Niektóre, jak Bebo, twierdzą, że inicjatywa należy do policji lub rodziców. Inne, jak Facebook, nie są pewne, czy pomysł taki da się łatwo przenieść na inny grunt.

– Aplikacja ClickCEOP to rozwiązanie dla konkretnego kraju – mówi Silver. – Może się nie sprawdzić dla wszystkich organów ochrony porządku publicznego w Europie.
Ale rzecznicy bezpieczeństwa dzieci, jak Carr, nie przyjmują tych – jak mówią – korporacyjnych wymówek.

– Te firmy dysponują miliardami dolarów – twierdzi Carr. – Wypracowały rozwiązania techniczne absolutnie niewyobrażalne jeszcze kilka lat temu. Jak zechcą, mogą wiele zrobić. Ale nie zrobią tego z własnej woli, bez nacisku opinii publicznej.
Są jednak oznaki, że taka presja powoli narasta w krajach Europy.
We Francji e-enfance, jedna z czołowych organizacji na rzecz bezpieczeństwa w internecie, nalega, by Facebook zainstalował przycisk alarmu na swojej francuskiej stronie.
– Przykład Anglii pokazuje, że potrzebny jest uniwersalny przycisk alarmowy – mówi Fahed Toumi, odpowiedzialny w organizacji za multimedia. – Dzieci mogą się czuć winne lub przestraszone. To ważne, by dać im coś, co im zapewni poczucie bezpieczeństwa.

Włączają się nawet mniejsze kraje, jak Słowenia.
– Jestem wielkim fanem takiego przycisku – mówi Vasja Vehovar, który kieruje na uniwersytecie w Lublanie projektem SAFE-SI propagującym ogólnoeuropejski system bezpieczeństwa w internecie.

Już w 27 krajach Europy działa jakaś strona internetowa typu „gorąca linia”, gdzie rodzice lub dzieci mogą zgłaszać problemy. Sęk w tym, że są to odrębne strony, o których trzeba wiedzieć i wejść na nie – a nie przyciski do kliknięcia zintegrowane z programem czatowym czy stroną gier odwiedzaną przez dzieci.
– Musi to być coś bezpośrednio na stronach internetu popularnych wśród młodzieży – mówi Chris Groeneveld z zespołu holenderskiej policji do walki z cyberprzestępczością.
 

Vote it up
1459
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!