Buntowniczka nie bez powodu

Agnieszka Romaszewska-Guzy, szefowa telewizji Biełsat, została Europejczykiem Roku 2013 Reader's Digest
 

Cisza! – mówi Agnieszka Romaszewska-Guzy groźnym scenicznym szeptem, bo na zegarze w reżyserce telewizji Biełsat w Warszawie dochodzi godz. 19.

Krzątanina na planie nagle ustaje, a kierownik studia kończy odliczanie:
– Trzy... Dwa... Jeden... Akcja!
Romaszewska-Guzy może odetchnąć i nieco się zrelaksować.
– Zaraz usłyszysz prawdę – mówi do mnie.

Zaczynają się wieczorne wiadomości przeznaczone dla odbiorców na Białorusi, w państwie policyjnym liczącym prawie 10 mln mieszkańców, niemal odciętym od reszty Europy. Pierwsza wiadomość dotyczy wyroku 15 dni więzienia dla młodego białoruskiego dysydenta, który zażartował z pomnika Lenina w stolicy kraju, Mińsku (próbował oblać pomnik walerianą, by zwabić koty).

Kanał Telewizji Polskiej – Biełsat TV nadaje codziennie wiadomości, wywiady i filmy dokumentalne, z całego świata wprost do mieszkań zwykłych Białorusinów. Ma dla tych ludzi proste przesłanie i mocno je akcentuje: świat nie obraca się wokół Aleksandra Łukaszenki.

Agnieszka Romaszewska-Guzy urodziła się w Polsce, ma 51 lat i wygląda na osobę raczej kruchą. Nosi niewiele biżuterii, długi naszyjnik, zegarek na szczupłym nadgarstku. Nie potrafi zignorować telefonu komórkowego, który przyciąga jej wzrok, brzęcząc i wibrując. Wciąż ma reporterski nawyk trzymania ręki na pulsie, nielekceważenia pilnych e-maili, które należy wysłać. Sekretarki czuwają w oczekiwaniu na jej decyzje.

Ale jeśli Romaszewska-Guzy wygląda na słabą osobę, to jest to złudne wrażenie. Doświadczyła na własnej skórze komunistycznego obozu internowania, wydalono ją z Białorusi, a długa historia buntu jej rodziny jest dla niej źródłem siły do walki z przywódcą reżimu, który była sekretarz stanu USA Condoleezza Rice nazwała „ostatnią prawdziwą dyktaturą w sercu Europy”.

Białorusią od ponad 18 lat rządzi żelazną ręką Aleksandr Łukaszenka, wtrącając do więzień swoich przeciwników i miażdżąc każdą próbę utworzenia wolnej prasy.

Przez 5 ostatnich lat Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor kanału Biełsat, konsekwentnie osłabia autorytet Łukaszenki i obnaża kłamstwa reżimu, o czym codziennie może przekonać się białoruski robotnik, gdy po powrocie do domu włączy telewizor.

W redakcji Biełsatu pracuje ponad 20 białoruskich dysydentów i Polaków. Romaszewska-Guzy to dla nich szefowa lub po prostu Aga. Ona nazywa ich dzieciakami (sama nie ma dzieci), a studio określa z odrobiną ironii jako nasze królestwo. Trudno się oprzeć wrażeniu, że cały zespół działa z poczuciem niezwykłej misji.

Reporterka nadająca właśnie relację z Białorusi wydaje mi się znajoma.
– Tak – mówi Romaszewska-Guzy – jej zdjęcie wisi u nas na tablicy przy wejściu. Widać, jak podczas antyprezydenckiej demonstracji zaatakowało ją sześciu zbirów Łukaszenki, a mimo to wciąż pracuje dla nas.

Usłyszałem też o innej korespondentce Biełsatu, którą aresztowano za przeprowadzanie wywiadów z ludźmi na ulicy: kartę pamięci z kamery wrzuciła do milicyjnej toalety w Witebsku.

– Bardzo trudno byłoby nas zniszczyć – mówi Romaszewska-Guzy. – Na Białorusi mamy ponad 100 freelancerów w ośmiu różnych miejscach. Żeby zakłócić funkcjonowanie tej sieci, trzeba by aresztować 20 lub 30 osób, a nawet wtedy kontynuowalibyśmy nadawanie stąd, z Warszawy. Od chwili powstania Biełsatu liczba posiadaczy anten satelitarnych na Białorusi wzrosła czterokrotnie; 53% z nich ogląda tę białoruskojęzyczną stację. Do tego dochodzą jeszcze wyświetlenia informacji Biełsatu z kanału YouTube.

Teoretycznie Łukaszenka mógłby zerwać z dachów anteny satelitarne lub tak wysoko je opodatkować, że ludzie sami by je zdjęli.

Vote it up
1096
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!