Boże Narodzenie gwiazd

Maciej Kurzajewski, Joanna Jabłczyńska, Janusz Radek i Anna Rogowska opowiadają o swoim Bożym Narodzeniu
 

Zawsze razem
Opowiada Maciej Kurzajewski, dziennikarz TVP Sport, prowadzący popularny program „Kocham Cię, Polsko” w TVP2.

Ogromna choinka u moich dziadków. Wokół niej najbliższa rodzina – ja z rodzicami, rodzice mojego ojca i jego rodzeństwo i mieszkająca z nami moja babcia ze strony mamy. To jedno z moich pierwszych wspomnień z dzieciństwa. Mogłem mieć wtedy 4 lata. Odkąd pamiętam, święta Bożego Narodzenia zawsze spędzaliśmy w rodzinnym kręgu. Pochodzę z Kalisza, gdzie, co typowe dla Wielkopolski, więzy rodzinne są bardzo silne. Teraz, kiedy sam założyłem rodzinę, staram się też podtrzymywać tradycję.

Dwa lata temu skończyliśmy budowę domu. Wygospodarowaliśmy w nim oddzielne mieszkanie dla moich rodziców. Kiedy obchodziliśmy tu pierwsze święta, mój ojciec przed wieczerzą wigilijną wstał i łamiącym się głosem, ze łzami w oczach powiedział, że w najśmielszych marzeniach nie wyobrażał sobie takiego momentu, że on będzie tak szczęśliwy, że będzie mieszkał razem ze swoim synem i jego rodziną i wspólnie będziemy obchodzić święta Bożego Narodzenia, które są kwintesencją tego, jak rodzina powinna ze sobą spędzać czas. To chyba moje najpiękniejsze wspomnienie tych świąt już niezwiązane z dzieciństwem.

Boże Narodzenie zawsze spędzamy w domu z najbliższą rodziną. W drugi dzień ten krąg poszerzamy o przyjaciół, z którymi się spotykamy u nas albo u nich.

Chcemy, żeby te święta kojarzyły się naszym synom, 12-letniemu Frankowi i 3-letniemu Julkowi, z typową polską zimową aurą, więc nie ma mowy o wyjazdach do ciepłych krajów. Ale nie siedzimy tylko przy stole ani przed telewizorem. Staramy się nie zapominać o ruchu. Nic trudnego, bo moja rodzina jest mocno sportowa. Zawsze są spacery, wyjścia na sanki czy na lodowisko.

Dla mnie przez kilka ubiegłych lat święta były szczególnie ważne, bo to ostatnie kilka dni w roku, kiedy ładowałem akumulatory w gronie rodziny. Później ruszałem na Turniej 4 Skoczni i nie było mnie w domu przez ponad 10 dni na przełomie roku. To też stało się tradycją. Tym bardziej cenię sobie te 3–4 dni spędzane z najbliższymi, tymi, których najbardziej kocham. To oznacza dla mnie szczęście i szczęście świąt właśnie, a już szczególnie świąt Bożego Narodzenia.


Srebrzyste cukierki
Opowiada Joanna Jabłczyńska aktorka, także dubbingowa, absolwentka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

Zawsze nie mogłam się doczekać, kiedy babcia powiesi na choince cukierki. Takie długie, w srebrzystych kolorowych papierkach. Dziadkowie mieszkali w Czersku pod Warszawą i tam na Wigilii zbierała się cała rodzina.

Gdy wpadałam do ich domu, najpierw biegłam do drzewka, żeby te cukierki zerwać. Babcia miała je już wcześniej, a nie można ich było zjeść, dopóki nie wisiały na choince. Ale wtedy nie było szans, żeby przetrwały Wigilię. Tak naprawdę nie były specjalnie dobre, pewnie normalnie wcale bym ich nie ruszyła, ale to były TE CUKIERKI. Na choince nabierały jakiegoś magicznego smaku, dlatego tak się do nich biegło.

Na mnie, moją siostrę i inne dzieci z rodziny pod choinką czekały słodycze i owoce. W tamtych czasach na wsi był tylko sklep spożywczy, a babcia rzadko wyjeżdżała z Czerska. Ale nigdy nie narzekałyśmy i te prezenty sprawiały nam wielką radość.

Na wigilijnym stole było mnóstwo pysznego jedzenia. Wszystko świeże, aromatyczne, własnej roboty, żadnych kupionych gotowych potraw. Po kolacji dziadkowie włączali płytę z kolędami, a my, dzieci, zbierałyśmy się pod kominkiem i śpiewałyśmy je.

Święta u dziadków w Czersku wyglądały najpiękniej. Biały śnieg nie był jeszcze rozjeżdżony przez samochody. Skrzypiał pod butami, kiedy szliśmy na rodzinny spacer albo na sanki. Było bajkowo.

W dzieciństwie naprawdę czekałam na Boże Narodzenie, wszystko, co było z nim związane i powtarzało się co roku.

Babcia, niestety, już nie żyje, dziadek też. Do Czerska na święta nie jeździmy. To już nie byłoby to samo. I teraz coraz częściej wyobrażam sobie, że mogłabym wyjechać na Boże Narodzenie, ale Wigilię chciałabym zawsze spędzać z rodziną.

Przez ostatnie dwa lata, odkąd mam własne mieszkanie, wprowadzam nową tradycję – w pierwszy lub drugi dzień świąt zapraszam przyjaciół. Każdy przynosi jakieś jedzenie, więc nie muszę się do tego spotkania specjalnie przygotowywać. Chodzi o to, aby być razem. Święta Bożego Narodzenia to taki symboliczny czas.

Vote it up
1125
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!