Biznes dla literaturoznawcy... salon odnowy

Porzuciła karierę naukową, żeby otworzyć salon odnowy

 

Anetta Drejer ma doktorat z literaturoznawstwa. Przez prawie 15 lat była nauczycielką akademicką na filologii polskiej. Jej przyjaciółka na tym samym wydziale wykładała studentom łacinę. Obie marzyły o czymś własnym. Dwa lata temu rzuciły się na głęboką wodę. Wzięły wspólnie kredyt, kupiły mieszkanie, wyremontowały i otworzyły Strefę Sylwetki. Miejsce, gdzie można odpocząć, zrelaksować się, zgubić kilka kilogramów czy zadbać o ciało.

Stara kamienica w centrum Świdnicy. Salon „Julia”. W środku jak w domu: zapach herbaty owocowej, sofy, ciepłe kolory, mała biblioteczka i dwie sympatyczne kobiety biegające od klientki do klientki. Jednej proponują masaż ciepłymi kamieniami, drugiej ustalają dietę i zapisują na zabiegi antycellulitowe. Mimo to bardziej czuje się tu jak na przyjacielskim spotkaniu czy plotkach u znajomej niż w profesjonalnym gabinecie. Kiedy mówię o swoich wrażeniach, w odpowiedzi słyszę:
– O to nam chodziło. Pomysł na wspólny biznes długo w nas dojrzewał – opowiada Anetta Drejer.

Ładna, bardzo sympatyczna. Chwila rozmowy i już się ją lubi. Ma 39 lat, chociaż wygląda na mniej. Często musi przerywać rozmowę, by odebrać telefon albo porozmawiać z klientką, która skończyła masaż ciepłą czekoladą. W salonie pracuje tylko ze wspólniczką.
– Chciałyśmy stworzyć miejsce przyjazne dla kobiet – wyjaśnia. – Takie, gdzie można zadbać o siebie, ale i porozmawiać, napić się herbaty. Odpocząć. To były początkowo wielkie marzenia, na realizację których brakowało nam odwagi.

Zdecydowały się, gdy okazało się, że nabór na ich wydział – filologię polską – jest coraz mniejszy, a władze uczelni coraz głośniej mówią, że niezbędna będzie redukcja etatów. Wiedziały, że nie nastąpi to w tym roku, może też nie za rok, ale nie chciały czekać, aż nagle zostaną bez pracy. Zapisały się na profesjonalne kursy masażu i metod wspomagających odchudzanie, skończyły studia kosmetologiczne w Warszawie. Nie było łatwo, bo jednocześnie pracowały na uczelni i się dokształcały.
– Kredyt brałyśmy jeszcze przez kryzysem – wspomina Anetta Drejer. – Łatwo było go wtedy dostać. Dziś pewnie nikt by nam go nie dał. Wyliczyłyśmy, że taniej będzie kupić mieszkanie, wyremontować je i przekształcić na salon niż wynajmować pomieszczenie.

Dobrze pamięta, ile miały obaw przed podpisaniem umowy: że interes okaże się klapą, że nie zarobią na raty, a przecież obie mają rodziny. Przez kilka dni po podpisaniu umowy nie dzwoniły do siebie, aby się nawzajem nie nakręcać. Na szczęście w końcu doszły do wniosku, że skoro już powiedziały A, to nie ma odwrotu i strach nic nie da – trzeba powiedzieć B.
Przez kilka miesięcy po zajęciach na uczelni w Wałbrzychu, gdzie mieszkają, wsiadały do auta i przyjeżdżały do oddalonej o 20 km Świdnicy. Przywoziły gwoździe, śrubki, kafelki, cement, negocjowały z robotnikami, projektowały, meblowały.
– Nagle okazało się, że jesteśmy samowystarczalne – mówi Anetta Drejer. – Nasi mężowie byli w szoku, że nie prosimy ich o pomoc ani o radę, że tak dobrze sobie radzimy. Byłyśmy z siebie dumne!

Euforia skończyła się, gdy otwierały salon. Był koniec 2008 roku, czas kryzysu. Wszyscy mówili o oszczędzaniu, a ich zabiegi i masaże były produktem luksusowym i nietanim. Dobrze się przygotowały do otwarcia. Rozdały setki ulotek, wizytówek i czekały na klientki.
– Przez pierwszy tydzień nie przyszła żadna – wspomina pani Anetta. – Byłyśmy załamane. Wydawało nam się, że skoro stworzyłyśmy tak ładne, ciepłe miejsce z profesjonalnymi usługami i włożyłyśmy w to tyle serca, to kobiety będą ustawiały się w kolejce.

Na szczęście w drugim tygodniu były już klientki. Dzięki temu przez pierwsze miesiące zarabiały na rachunki i raty kredytu. Nie chciały brać pieniędzy z domu, dokładać do interesu. Potem było coraz lepiej, klientki wracały. Obie właścielki salonu są bardzo empatyczne, potrafią słuchać i jak same przyznają, nieraz próbują pomóc komuś, kogo masują.
– To bardzo intymne sytuacje, gdy masujemy ciepłymi kamieniami rozebraną klientkę,a ona zaczyna się zwierzać. Często czujemy się jak terapeutki – mówi pani Anetta.

Dodaje, że najważniejsze, że panie wychodzą z ich salonu szczęśliwe. Niektóre zrzucają po 10, 15 kilogramów, inne zaczynają wierzyć, że nawet mając nadwagę, mogą mieć piękne, zadbane i seksowne ciało.
Anetta Drejer twierdzi, że czuje się szczęśliwa. Nie sądziła, iż nowe zajęcie da tyle satysfakcji.
– Kiedyś odwiedziła mnie mama, która była przeciwniczką tego biznesu. Mówiła: Dziecko, ty z doktoratem będziesz kosmetyczką? Dla niej był to rodzaj degradacji społecznej. Ja nie miałam z tym problemu. Ale kiedy mama przyszła do salonu, był tu duży ruch. Biegałam od klientki do klientki. A mama powiedziała: Córka, chyba nigdy
nie widziałam cię takiej szczęśliwej!

Wkrótce właścicielki salonu „Julia” chcą rozszerzyć działalność –  do strefy sylwetki dodać strefę twarzy.
- Właściwie wymusiły to na nas klientki – przyznaje Anetta Drejer. – Trochę się opierałyśmy, ale już postanowione. Będą nowe zabiegi. Damy radę!

Co Wam powie Anetta Drejer

Skąd wzięła się nazwa salonu?
- I ja, i wspólniczka mamy córki. Obie mają na imię Julia, dlatego tak postanowiłyśmy też nazwać nasz gabinet.

Co było dla Pani najtrudniejsze?
- Podjęcie decyzji o kredycie. To są setki tysięcy złotych. Zawsze jest obawa, czy da się radę je spłacić. Trzeba jednak wierzyć w siebie, a kto nie ryzykuje, ten nie spełnia marzeń. Czasem warto postawić wszystko na jedną kartę.

Jak zdobywacie klientki? Czy reklama w tej branży jest ważna?

- Na początku najważniejsze było, by ludzie dowiedzieli się, że taki salon w ogóle  istnieje. Myślę, że teraz najlepszą reklamą jest fakt, że panie wychodzą od nas zadowolone i wracają. Tak, zadowolony klient to najskuteczniejsza reklama.

Czy pieniądze, które Pani zarabia, dają satysfakcję?

- Tak, ale, co ważniejsze, dają także możliwość realizacji małych marzeń. Ja nie marzę o nowym aucie czy brylantach. Wystarczy mi, że stać mnie, by na dwa tygodnie wyjechać gdzieś daleko z mężem i córką i odpocząć. A jak będzie mnie stać, by wyjechać na taki urlop dwa razy w roku, będę się czuła bogata.

Vote it up
204
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!