Będę babcią

Felieton Katarzyny Lengren
 

Wszystko nowe. Nowy mąż, nowe szpilki, wyjazd do Włoch...  A tu proszę – taka
wiadomość!

W pierwszej chwili myślę: Ale czy na pewno? Może córka się pomyliła, a ja przesłyszałam? No, jednak tak – będę. Czuję się dziwnie, ale na szczęście mnie nie mdli.

Za to córkę mdli. Nie wiem, co robić. Nawet się nie wyrywam z poradami, choć dawniej byłam dla niej chodzącą encyklopedią.

Potem wszystko wywróciło się do góry nogami – miałam wrażenie, że nie znam się na niczym, że córka jest tak wykształcona i przyrośnięta do komputera, że nie potrzebuje moich rad, bo wszystko znajduje w internecie albo u koleżanek.

Nie obraziłam się, zajęłam się własnym życiem. Nareszcie miałam więcej czasu dla siebie. Zapisałam się na pływalnię, na wieczór przyklejałam sztuczne rzęsy. Rezultaty były olśniewające. Powodzenie w pracy, powodzenie w ogóle, druga młodość, a może nawet trzecia...

No, więc wiadomość, że zostanę babcią niby mnie nie zaskoczyła, a jednak musiałam wypić koniak i walerianę. Stało się. Zaczęłam się zastanawiać nad
nieuchronnymi zmianami. Czy dam radę pohamować lawinę uczuć i choć w części utrzymać styl swojego dotychczasowego życia? Te wszystkie drobne przyjemności dorosłego człowieka, spokojne śniadania, wesołe obiady i ciche kolacje?

Czy nie spłoszę pampersami i zabawkami swojego nowego wspaniałego męża, który przecież nie jest „prawdziwym dziadkiem”? Może jednak stracę rozum, jak wiele babć, i zacznę kupować odżywki, ubranka i misie, „zarywać” noce u młodych, którzy sobie „nie radzą”. Będę niewyspana, rozczochrana i rozżalona, przeświadczona, że nikt mnie nie docenia!

To częsty obrazek – zapracowana niewolniczo babcia, nadąsani rodzice, zaniedbany dziadek i w rezultacie nieznośny bachor, który nikogo nie słucha… Groza!

Boże, pomóż! Daj znaleźć złoty środek. Chcę być babcią pomocną, ale która nie wtyka nosa w nieswoje sprawy. Muszę złożyć jakieś śluby, obiecać coś sobie. Trzeba ze sobą poważnie porozmawiać. Zmienić się, założyć pancerną zbroję…

W tym celu podeszłam do lustra. Niniejszym ustalam: sztuczne rzęsy tylko na sylwestra, czerwone paznokcie wykluczone i na pewno nie mogę używać ostrych perfum – maleństwa tego nie lubią. Wakacje z dzieckiem tak, ale tylko jeden miesiąc. Kojec i łóżeczko – składane i chowane do szafy. Żadnych zabawek walających się
po kątach i nieudolnych rysunków na lodówce!

A poza tym spokój, spokój i tylko spokój. Nie ma nic gorszego od histerycznej babci. Tymczasem ciąża rozwija się doskonale i córkę przestało mdlić.
Zaczęłyśmy umawiać się na wspólne zakupy i obiady. Poszłyśmy na jogę dla ciężarnych (oraz grubych i starych).

Obie mamy zadyszkę na schodach. Córka pożyczyła ode mnie wieczorowe buty na niskim obcasie. Godzinami rozmawiamy przez telefon, „obrabiając” wady naszych mężów.

Moja córka pyta mnie o wiele rzeczy, a ja jej odpowiadam – czasami przyznaję się, że czegoś nie wiem, albo nie pamiętam i wtedy razem zaglądamy do internetu. Myślę, że obie jesteśmy przygotowane do wielkiej zmiany – postanowiłyśmy mieć jak najwięcej przyjemności. Uspokoiłyśmy się, a ja się naprawdę cieszę, chociaż młodsze koleżanki mi współczują, a starsze zazdroszczą.

 

Ze spokojem i dumą ogłaszam wszystkim i wszędzie: Słuchajcie!
Słuchajcie! Spodziewam się dziecka – BĘDĘ BABCIĄ!

Vote it up
87
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!