Bat na grube ryby

Oburzony wysokością nagród szefów spółek giełdowych Thomas Minder wypowiedział wojnę szwajcarskiej elicie korporacyjnej – i wygrał. 
Został Europejczykiem Roku 2014

Praworządny obywatel  Szwajcarii był w szoku. Otoczony przez zazwyczaj małomównych konserwatywnych bankierów nagle został obezwładniony przez ochroniarzy i wyprowadzony z walnego zgromadzenia akcjonariuszy.

– Faceci z ochrony wykręcili mi ręce – opowiada Thomas Minder i podnosi się z krzesła, aby to zademonstrować, a jego twarz czerwienieje z gniewu. – Trzymali mnie jak przestępcę, wyprowadzili z sali. A potem publiczność zaczęła krzyczeć: „Przyprowadźcie go z powrotem!”.

W Szwajcarii coś takiego nigdy wcześniej się nie wydarzyło. Bogactwo cieszy się tu stabilnym i trwałym szacunkiem. Zarządcy tego bogactwa, niegdyś nazywani cichymi gnomami z Zurychu ze względu na skrytość swoich działań, nie tęsknią za otwartą konfrontacją. Źle obliczyli jednak siły Thomasa Mindera, szefa firmy produkującej kosmetyki do higieny jamy ustnej, m.in. ziołową pastę do zębów Trybol. A oburzony Minder poprowadził zadziwiająco skuteczną kampanię na rzecz kontroli i ograniczenia wzrostu zarobków kadry kierowniczej.

W 2008 r., kilka minut przed interwencją ochroniarzy, oburzony Minder wszedł na podium i rzucił rękawicę zarządowi UBS, niedomagającej, jednak wciąż potężnej firmy finansowej.

– Panowie, jesteście odpowiedzialni za największe odpisy w historii szwajcarskich banków – powiedział, przypominając zarządowi o 50 mld dol., które UBS utracił pod ich rządami w czasie kryzysu finansowego.

Wielu akcjonariuszy uczestniczących w tym burzliwym walnym zebraniu było zaintrygowanych: w jaki sposób członkowie zarządu, którzy nieudolnie kierowali firmą podczas kryzysu finansowego uzasadnią teraz swoje ogromne wynagrodzenia? Jednak zarządowi nie podobało się to, co Minder miał do powiedzenia. Usunięto go więc z sali.

Kilka miesięcy później prezes UBS Marcel Ospel zrezygnował ze stanowiska, przygwożdżony informacjami o nowych stratach na rynku kredytów hipotecznych. A tymczasem Thomas Minder, skromny producent, zdobywał popularność jako jeden z najbardziej radykalnych działaczy społecznych.

W końcu doprowadził  do przełomowych prze- pisów ograniczających wysokie pensje kadry zarządzającej szwajcarskimi spółkami.

Wiosną 2013 r. zebrał wystarczającą liczbę podpisów do zwołania krajowego referendum. Jego skutkiem  była zmiana przepisów dotyczących ustanawiania wynagrodzeń, odpraw i premii kadry kierowniczej. Teraz decydujący głos w tej sprawie będą mieć akcjonariusze spółek. Skończyły się więc złote powitania (premie dla nowych menedżerów) i złote pożegnania (hojne odprawy dla odchodzących dyrektorów).

Zasady przegłosowane w referendum przewidują też 3 lata więzienia lub dotkliwą grzywnę dla dyrektora naczelnego, który złamie przepisy i mimo wszystko przyzna premię nowo zatrudnionemu menedżerowi.

Minder omiata wzrokiem swoje biuro w firmie Trybol w Neuhausen am 
Rheinfal zastawione płynami do płukania ust i balsamami 
do włosów.

Ten 53-latek o niewyczerpanej energii znajduje czas na jogging, narty, wiosłowanie po pobliskim Renie i grę w piłkarskiej drużynie oldbojów klubu FC Schaffhausen. Nigdy nie myślał, że stanie się enfant terrible szwajcarskiego kapitalizmu. W latach 80. ukończył studia w Szwajcarii, potem wyjechał do USA.

– Chciałem nauczyć się języka angielskiego i biznesu, więc zatrudniłem się w szwajcarskiej firmie, która produkowała słomiane kapelusze w Nowym Jorku – wspomina. – Nie miałem zielonej karty i w zasadzie byłem gotów do powrotu.

Któregoś dnia odebrał telefon od ojca, który powiedział mu, że rodzinna firma potrzebuje nowego dyrektora naczelnego. Zapytał Thomasa, czy byłby tym zainteresowany?

– Dał mi 24 godz. na podjęcie decyzji. Gdybym miał pół roku na rozmyślanie o tej pracy, to prawdopodobnie bym jej nie przyjął. Miałem wrócić do domu, żeby napełniać tubki pastą do zębów?

– Ojciec i syn byli podobni – mówi Norbert Neininger, wydawca lokalnej gazety. – Obaj nigdy nie bali się mówić tego, co myślą. To dominująca cecha w rodzinie Minderów.

Thomas postanowił wrócić do domu, głównie dlatego, że chciał zaszczepić w małej i raczej staroświeckiej fabryczce coś, co nazywał nowojorskim duchem. Wkrótce wdał się w spór z ojcem, dążąc do rozszerzenia oferty. Oprócz tradycyjnej ziołowej pasty do zębów chciał sprzedawać pastę o różnych smakach w tubkach dla dzieci – cytrynową, cynamonową, wiśniową. To była mała rewolucja dentystyczna.

Miniaturyzacja tubek pasty do zębów pomogła firmie Trybol w uzyskaniu lukratywnego kontraktu ze Swissair. Pasażerowie pierwszej klasy tych linii lotniczych po zjedzeniu wyśmienitej wołowiny zakrapianej czerwonym winem mogli umyć zęby wyprodukowaną w Szwajcarii pastą o świeżym smaku.

Po zamachach z 11 września 2001 r. nastąpił jednak kryzys w transporcie lotniczym. Zaczęły się też kłopoty linii Swissair.

– Cała Szwajcaria była w szoku 
– mówi Minder i przypomina, jak linie lotnicze balansowały na krawędzi bankructwa.

Z powodu braku pieniędzy Swissair nie wywiązywał się z umowy z firmą Trybol, co dla Mindera mogło oznaczać konieczność zwolnienia połowy personelu, a może nawet zamknięcia firmy. Umowa na dostawę pasty do zębów warta była 537 tys. dol., czyli więcej niż 10% obrotów firmy.

Vote it up
578
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!