Anioł stróż

Andrej Kiska nie chce zarabiać na filantropii
 

Nie po raz pierwszy Andrej Kiska, który w tym roku kończy 49 lat, musiał poradzić sobie z przeciwnościami losu. Wcześniej już dwa razy zaczynał od zera. W 1990 roku jako 27-letni świeżo upieczony inżynier, mąż i ojciec wrócił do swojej ojczyzny po bezowocnych próbach znalezienia pracy w USA. Chciał założyć na Słowacji spółkę z amerykańskim kapitałem – niestety, firma wkrótce zbankrutowała, a on stracił wszystkie zainwestowane oszczędności.

W 1992 roku ze swoim bratem i z kuzynem otworzył mały zakład jubilerski, a dwa lata później stworzył firmę, która jako pierwsza w Słowacji oferowała leasing.

Do końca 2005 roku, kiedy sprzedali swoje wszystkie przedsiębiorstwa, zatrudniali ponad 400 pracowników, a ich roczny zysk przekraczał 5 milionów euro.
Mimo sukcesów odnoszonych w biznesie Kiska czuł, że czegoś mu brak.

– Kiedy człowiek zaczyna zaspokajać własne potrzeby, przekonuje się, że nie ma końca, jak to się mówi „apetyt rośnie w miarę jedzenia” – wspomina. – Marzyłem o własnym samochodzie. Kupiłem auto, ale wkrótce chciałem mieć lepsze. Chciałem mieć dom. Kupiłem dom, ale szybko marzył mi się bardziej okazały. I można tak bez końca, tylko gdzie w tym wszystkim można znaleźć szczęście?

Vote it up
901
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!