Ania jest wśród nas

O dramatycznej walce o życie córeczki z zespołem Downa opowiada ojciec pięciorga dzieci
 

I oto nasze pełne napięcia oczekiwanie w korytarzu Centrum Zdrowia dziecka przerywa zaproszenie do gabinetu pana docenta, kardiochirurga.

– Jest lepiej, niż myśleliśmy – mówi.

Po chwili podchodzi szef OIOM-u.

– Teraz mogę wam powiedzieć – śmieje się. – Bardzo długo tu pracuję. Nikt z nas tutaj nie wierzył, że się uda.

Od tamtej pory minęły 3 lata. W ogródku pod domem Michał i Staś bawią się z Anielą w złodziejkę i policjantów. Ania próbuje za nimi nadążyć, wyprzedza ją jednak młodszy o półtora roku Antek, nasze kolejne dziecko.

Obserwując tę scenę, trudno mi i mojej żonie uwierzyć, że ktoś w ogóle proponował nam podjęcie decyzji, czy chcemy to dziecko przyjąć.

Ania zaczęła samodzielnie chodzić, niestety, jeszcze nie mówi. Jest niesamowitym wesołkiem, takim naszym domowym centrum rozrywki. Dzieci bardzo ją kochają, nie wstydzą się jej odmienności i z dumą przedstawiają kolegom ze szkoły. Nasz najstarszy syn, 10-letni dziś Michał, bardzo przy niej dojrzał. Jest opiekuńczy i odpowiedzialny. Kiedy ktoś z troską powiedział, że zespół Downa to jednak gorszy sposób życia, że Ani będzie ciężko, kiedy nas zabraknie, Misiek mu przerwał.

– To nie problem, my jako rodzeństwo na pewno się nią zajmiemy.

Dla niego to oczywiste i nie musieliśmy mu tego mówić. Podpowiedziała mu to miłość do Ani.


Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Ani lub pomóc w jej rehabilitacji, kliknij TUTAJ
. 

Vote it up
1644
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!