Ania jest wśród nas

O dramatycznej walce o życie córeczki z zespołem Downa opowiada ojciec pięciorga dzieci
 

W jasnym korytarzu Centrum Zdrowia Dziecka dociera do nas, że teraz wszystko się zdecyduje. Czekamy na kardiochirurga, który ma nam powiedzieć, czy udało się naprawić serce naszej rocznej córeczki. Jest godzina piętnasta 18 lutego 2009 roku.

Pytamy recepcjonistkę, czy coś wiadomo.

– To potrwa jeszcze 20 minut – mówi.

– Pewnie jest teraz szyta – zgaduje moja żona Paula, na co recepcjonistka rzuca, że to już nawet dalej.

Uff, już wiemy, że Ania przeżyła.

Po korytarzu raczkuje rozbrykany jasnowłosy Gabryś. Rodzice ledwo sobie mogą z nim poradzić. Dowiadujemy się od nich, że od jego operacji minęło zaledwie 7 dni. Dziś zabierają go do domu. A co czeka nas?

Doskonale pamiętam, kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć kolejne dziecko. Następnego dnia jechaliśmy na rodzinny piknik organizowany przez firmę, w której pracuję. Wszyscy byli weseli, tylko moja żona Paula miała taki niepewny, zamyślony wyraz twarzy. Nasze dzieci Michał, Staś i Aniela, które dostarczają nam mnóstwo radości, były jeszcze małe i wymagały wiele uwagi. Wiedzieliśmy, że następny członek rodziny sporo zmieni, ale nie podejrzewaliśmy, że aż tak.

Około 13. tygodnia ciąży robiliśmy USG. W trakcie badania lekarz zauważył coś niepokojącego wokół główki dziecka. Nie wyraził się jasno, wspominał tylko coś o przepuklinie mózgowej, rozszczepieniu kręgosłupa i że może trzeba będzie rozważyć terminację ciąży.

W środku nocy obudziła mnie gonitwa myśli. Wziąłem encyklopedię zdrowia i zacząłem czytać o wadach genetycznych. Oby to tylko nie był zespół Downa – powtarzałem sobie w duchu.

Paula musiała przejść badania prenatalne. Dobre wyniki przysyłane są pocztą. Jeśli coś jest nie tak, dzwoni telefon.

Po miesiącu zadzwonił… Wezwano nas do szpitala.

Pani doktor czuła się wyraźnie niekomfortowo i jakby mimochodem, przekładając jakieś papiery, rzuciła:

– No, więc jest zespół Downa.

Tego właśnie się bałem, ale teraz nagle poczułem wielki spokój.

Lekarze powtarzali jak mantrę „będziecie musieli podjąć decyzję”, ale my od początku nie mieliśmy wątpliwości. Wiedzieliśmy, że przyjmiemy to dziecko.

Vote it up
1286
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!