Allan Starski o Andrzeju Wajdzie

- Andrzej Wajda był pierwszym reżyserem, który pokazał mi, na czym polega praca w filmie - opowiada scenograf Allan Starski
 

Miałem na koncie parę prac jako asystent scenografa i swój pierwszy film – „Chłopcy” w reżyserii Ryszarda Bera, kiedy pan Andrzej w 1976 roku zaproponował mi współpracę przy „Smudze cienia”. Dobrze, że spotkałem go przy pracy nad filmem historycznym, w którym pokazywaliśmy dla mnie wtedy zupełnie egzotyczny świat Dalekiego Wschodu. Budowałem dekoracje w Warszawie, w Bułgarii, częściowo w Bangkoku.

Wtedy nauczyłem się od Andrzeja Wajdy, na czym polega iluzja filmu. Zrozumiałem, że scenografia filmowa jest nie tylko odtwarzaniem czy kopiowaniem otaczającej nas rzeczywistości, ale też sztuką kreacji umownego świata. Ta iluzja filmu to jest dla mnie właśnie sztuka filmowa.

Zaczynałem karierę w czasach dość ciężkich, kiedy mieliśmy ograniczoną swobodę poruszania się po świecie. Dzięki panu Andrzejowi znalazłem się w biurze produkcyjnym w Londynie.

Zobaczyłem tam zdjęcie Zbyszka Cybulskiego, bohatera „Popiołu i diamentu”. Wtedy zrozumiałem, że polska sztuka dociera nie tylko do Polaków, ale jeśli film jest ciekawy, dobry, porusza jakieś emocje, może oddziaływać wszędzie.
Film nie jest sztuką zamkniętą, ograniczoną do granic tylko jednego kraju, a dobry reżyser to taki, którego sztukę zrozumieją ludzie w różnych krajach. I to jest najważniejsze.
Zaraz po filmie „Smuga cienia” poznałem Alana Pakulę i zobaczyłem, że jego styl pracy jest bardzo podobny do tego, co poznałem u Andrzeja Wajdy.

Moje późniejsze spotkania z wielkimi reżyserami kina światowego potwierdzały to wszystko, czego nauczyłem się w filmach Andrzeja Wajdy.

Vote it up
365
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!