10 rzeczy, których wielkanocny zajączek Ci nie powie

Jestem tylko pracownikiem sezonowym? Bez obaw! Wielkanocny biznes to zyski na cały rok

Mam już swoje lata. Pierwsza wzmianka o mnie wyszła w 1678 roku spod pióra Georga Francka von Franckenau, profesora medycyny z Heidelbergu. Wygląda na to, że narodziłem się w Niemczech.

Jak to się stało, że zacząłem przynosić wielkanocne jajka i prezenciki dla dzieci? Niestety, nie ma pewności w tej kwestii.

Teorii jest wiele. Jedna z nich wiąże się z datą. Wielkanoc jest zawsze obchodzona w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca, która następuje po zrównaniu dnia z nocą o tej porze roku. A w wielu kulturach zające kojarzą się z Księżycem. Są też symbolem płodności, więc może stąd to się wzięło.

Dziś niemal wszędzie jestem wielkanocnym stworzeniem. Ale niegdyś miałem konkurentów – jak kura, bocian czy kukułka. Na niektórych terenach to oni krążyli od domu do domu z jajkami.

W niektórych krajach (szczególnie we Francji) są wciąż tacy, którzy wierzą, że kościelne dzwony przynoszą jajka. Powiada się tam, że dzwony lecą do Rzymu w Wielki Piątek i wracają w wielkanocną niedzielę. Po drodze rozdają jajka. Rzeczywiście, to bardzo prawdopodobne!

To irytujące, kiedy ktoś bierze mnie za królika. Przecież wystarczy spojrzeć na moje uszy!

Wielu ma do mnie słabość. Tylko w Niemczech na czekoladowe zające przerabia się rocznie
12 700 ton czekolady.

Święty Mikołaj nie może się tu ze mną równać. 57 procent produkowanych na świecie słodkich figurek to przecież moje podobizny.

Mojej rodzinie grozi wyginięcie. Zające są na Czerwonej liście gatunków zagrożonych (IUCN Red List).

Jestem tylko pracownikiem sezonowym? Bez obaw! Wielkanocny biznes to zyski na cały rok.

Vote it up
547
Podoba Ci się ten artykuł?Zagłosuj na niego!